 |
NAJNOWSZA KSIĄŻKA:

Zbiór felietonów nawiązujący do "Językowej corridy"
- nazwy rubryki prasowej, która od 1991 r. ukazuje się na łamach
"Kuriera Szczecińskiego" - będący efektem obserwacji zachowań
językowych Polaków, w kontekście nowych zjawisk w kulturze i w życiu
społecznym.
"Walczmy z bykami" to książka, w której
Czytelnicy mogą znaleźć nie tylko odpowiedź na pytania dotyczące
poprawności gramatycznej, fraezologicznej, składniowej, ortograficznej,
ale i informacje odnoszące się do odmiany nazwisk, do grzeczności
językowej, znaczenia słów, mody w języku czy tworzenia wyrazów.
Książka kończy się indeksem omówionych form, dzięki któremu każdy
łatwiej dotrze do nurtującego go problemu, oraz bibliografią. Omawiane
formy wyrazowe zapisane są kursywą, czyli drukiem pochyłym.
Zapraszam do lektury.

|
 |
|
Językowa corrida
| |
"Językowa corrida.
Jak mówić i pisać poprawnie.
Poradnik dla całej rodziny"
Szczecin 1995 (nakład wyczerpany) |
| |
"Językowa corrida 2,
czyli walki z bykami ciąg dalszy"
Szczecin 1999 (nakład wyczerpany)
Ilustrował Henryk Sawka |
| |
"Licz się ze słowami...
Językowa corrida 3"
Szczecin 2003 (nakład wyczerpany)
Ilustrował Henryk Sawka
Recenzowana w "Języku Polskim" 2004/1 przez G. Dziamską-Lenart |
 |
"Walczymy z bykami"
Poradnik językowy PWN
Warszawa 2010 |
Felietony
Ciężkie czasy...
Ciężko i ciężki to wyrazy, których ostatnio chętnie używa się
w nieuprawnionych i nieuzasadnionych kontekstach. Na pytanie: "Co
było treścią filmu?" niejeden odpowie: Ciężko powiedzieć.
Na pytanie: "Dlaczego nie przeczytał Pan książki?" pada odpowiedź:
Bo ją ciężko znaleźć (to najczęstsza wymówka studencka). A poza
tym ciężko rozstrzygnąć, ciężko wskazać, ciężko zrobić, ciężko
się spotkać (bo czasu nie ma) i wiele innych "ciężkich"
połączeń wyrazowych. Ciężko i ciężki pojawiają się zamiast
precyzyjniejszych przysłówków i przymiotników, jak choćby trudno,
niezręcznie, niełatwo, mozolnie, męcząco, trudny, kłopotliwy. Na
przykład: Ciężko być ojcem, Ciężko być gwiazdą. Tak nam ciężko,
że nawet utrwalone powiedzenie twardy orzech do zgryzienia zamieniliśmy
na ciężki orzech...
Skąd się
wzięła moda na te wyrazy? Ciężko i ciężki mają w polszczyźnie
szeroki zakres, o czym można przeczytać w słownikach. Ciężki to
taki, który 'ma duży ciężar, dużo waży, da się z trudem podnieść', np.
ciężki bagaż, ciężka zbroja. Ciężki to także 'poruszający się
z trudem', np. powieki ciężkie z niewyspania, lub 'będący wynikiem
takiego poruszania', np. ciężkie kroki. Być może słowo ciężki
zawdzięcza swą popularność jeszcze innemu znaczeniu: ciężki bowiem
to 'wymagający dużo trudu, wysiłku, mozolny, trudny do wykonania', np.
ciężkie walki, ciężki oddech. Ciężki to także 'trudny
do zniesienia, uciążliwy, męczący, srogi, surowy', np. ciężki los,
ciężkie życie, ciężkie czasy. Słowem ciężki możemy też określić to,
co 'poważne, przytłaczające, przykre, bolesne, dotkliwe', np. ciężka
krzywda, miotać ciężkie przekleństwa.
Ciężki
może być również użyty w znaczeniu medycznym: 'groźny, niebezpieczny,
budzący obawę o życie', np. ciężki stan pacjenta, ciężki przypadek,
ciężkie zapalenie płuc. Także o czyjejś umysłowości lub o humorze
pozbawionym lekkości i finezji możemy powiedzieć ciężki, np. ciężki
idiota lub ciężki dowcip. Przysłówek ciężko - oprócz
znaczeń pokrywających się ze znaczeniami przymiotnika ciężki - może być
także znaczyć 'z głuchym odgłosem, głośno, mocno': kroki dudniły ciężko
po bruku lub 'źle smutno, ponuro, przykro': ciężko samemu żyć.
Skoro słowa
ciężko i ciężki mają już tak szerokie znaczenie, czemu
jeszcze chcemy ten zakres powiększać? Jeśli tak dalej pójdzie, to wszystkie
przymiotniki i przysłówki podporządkujemy tym językowym natrętom. Trzeba
też pamiętać, że ciężko i ciężki użyte w tekstach oficjalnych
rażą swoją potocznością. Czy się jednak Polacy dostosują do rad językoznawców?
Trudno powiedzieć...
Czy to prawda, że już można mówić
poszłem?
Nie! Nieprawda! Jedyną poprawną postacią tego czasownika jest forma poszedłem!
Chyba żadne słowo nie budzi takich emocji, jak ten właśnie czasownik.
O naszym "narodowym" błędzie dyskutuje mnóstwo osób: na wykładach,
w e-mailach do poradni językowych, a zwłaszcza na forach internetowych.
Niektórzy próbują na swój rozum wytłumaczyć różnice w obu formach, czasem
bardzo pomysłowo: "Moi znajomi próbują mi wmówić, że dopuszczalna
jest forma poszłem. A dokładnie, że można mówić poszłem,
jak się przychodzi z bliska, a poszedłem, jak z daleka".
Są i tacy, dla których ta rażąca forma jest manifestacją prawa do językowej
wolności: "Mam kumpla, który mówi poszłem. Ja go poprawiam:
poszedłem, a on mi na to: inni może i poszedli, ale
ja poszłem". No cóż, każdy ma prawo się ośmieszyć...
Inni próbują
problem rozwiązać naukowo: "Jest coś takiego, jak norma językowa
i zwyczaj językowy. Normy językowe zmieniają się przez zmianę zwyczajów.
Dlatego że słowo poszłem jest używane bardzo często, w mediach,
na ulicy i gdzie sobie tego zażyczysz, to niedługo wejdzie jako norma
językowa. Większość językoznawców już tak uważa". Chciałabym zapytać
tego dyskutanta, w jakich mediach używa się bardzo często słowa poszłem?
Myślę, że miałby kłopot z odpowiedzią.
Inny dyskutant
łączy argumenty naukowe z argumentacją hedonistyczną (życie, więc i język,
mają być przyjemne i łatwe): "Jak wiadomo język się zmienia, więc
słowo poszłem nie jest traktowane obecnie jako błąd, ale jest tolerowane
i akceptowane przez wielu językoznawców. W wielu językach skrótowe, prostsze
formy danego słowa zastępują te mniej wygodne do wypowiedzenia. Sam z
premedytacją używam formy poszłem jako łatwiejszej, ponieważ
jestem gorącym zwolennikiem ułatwiania sobie życia". Ciekawe, jak
sobie ten zwolennik łatwego życia i łatwego języka radzi z formą gramatyczną
3. osoby liczby pojedynczej: on poszł? I którzy językoznawcy
zaakceptowali już tę formę?
Na autorytet
językoznawców, a zwłaszcza profesora Miodka, powołuje się wiele osób.
Do poradni językowej PWN przyszedł taki e-mail: "Czy dopuszczalna
jest forma poszłem? Sądziłem, że nie. W programie «Ojczyzna polszczyzna»,
którego nie oglądałem, ale słyszałem od znajomych, profesor Miodek podał,
że forma poszłem, podobnie jak poszedłem, jest dopuszczalna
w języku mówionym". To jest najczęstsza postawa: nie oglądałem, nie
czytałem, nie słuchałem, ale wiem, choć - na szczęście - mam wątpliwości...
Niektórzy
mają profesorowi takie stanowisko - rzekomo jego - za złe: "W jednym
ze swoich programów prof. Miodek przyznał, że forma poszłem jest
poprawna w polszczyźnie mówionej. Zawsze był to dla mnie językowy autorytet,
ale tu zwątpiłem". Szczerze mówiąc i ja bym zwątpiła, bo to forma
rażąca i dyskredytuje mówiącego w opinii wykształconych Polaków. Wcale
nie jest taka powszechna i żaden językoznawca jej nie akceptuje.
Z tej dyskusji
płynie jeszcze jeden smutny wniosek: nikt z dyskutantów nie zajrzał do
słownika, bo gdyby zajrzał, przekonałby się, że jest w nim tylko czasownik
poszedłem.
-wsza, -gi, -ta, -ci
Te dziwne elementy w tytule to cząstki wyrazowe szczególnie ostatnio
popularne i lubiane przez Polaków. Towarzyszą liczebnikom porządkowym
zapisywanym błędnie cyframi i literami: 1-wsza wpłata, 2-gi dzień,
9-ta godzina, 3-ci klient. Właściwie nie zasługują na miano cząstek
wyrazowych, bo tak nazywamy elementy słowotwórcze, które tworzą nowe wyrazy,
na przykład przedrostki: na-, przy-, od- czy przyrostki: -izm,
-ość, -acja. Te powyżej zaś to jakieś dziwolągi wymyślane przez osoby,
które już zapomniały, czego o języku ojczystym uczyły się w szkole.
Błędnie
pisane liczebniki to przede wszystkim efekt nieznajomości zasad gramatyki
i ortografii. Gramatyki - gdyż trzeba wiedzieć, że mamy tu do czynienia
z liczebnikami porządkowymi - i zasad ortograficznych, które mówią, że
zapisujemy je cyfrą z kropką: To jest 49. godzina trudnej operacji,
Co 30. klient otrzyma prezent. Maniera przyłączania do cyfry pseudokońcówek
dotyczy nawet liczebników zapisywanych cyframi rzymskimi, które w połączeniu
z nazwami osobowymi zawsze są formą porządkową: "Kiedy przechodzę
przez skwer Jana Pawła II-go w Policach, to coś mnie trafia -
pisze do poradni językowej nasza stała korespondentka. - Przecież w mianowniku
nie piszemy Jan Paweł II-gi, dlaczego więc na tabliczkach z nazwą
skweru upowszechnia się tak oczywisty błąd i nikogo od lat to nie razi?".
No właśnie!
Ktoś ponosi odpowiedzialność za policki skwer Jana Pawła II-go
(sic!). Ktoś jest odpowiedzialny za upowszechniane na tablicach z nazwami
szczecińskich ulic różnych ortograficznych kwiatków w postaci ul.
Mieszka I-go, ul. 26-go Kwietnia czy ul. 3-go Maja. Nie
sądzę, żeby - mimo wzrastającej popularności takiego zapisu - norma mogła
go kiedykolwiek usankcjonować. Przeszkodą jest chociażby to, że na przykład
cyfra 2 odpowiada liczebnikowi dwa, a nie dru-, jak w błędnym
2-gi. Norma ortograficzna upraszcza pisownię, a użytkownicy języka
ją komplikują, wymyślając jakieś zbyteczne elementy. Lepiej więc pamiętać
o różnorodności form liczebników niż tworzyć nowe potworki językowe.
[GÓRA STRONY]
|