Dla studentów

Dla wszystkich zgłębiających wiedzę o współczesnej polszczyźnie. Znajdą tu Państwo ważne artykuły, felietony, wskazówki do ćwiczeń.

Polecam:

rozważania o modzie językowej na tle współczesnych zmian kulturowych
artykuł o ekonomiczności języka
refleksje o językowych barbarzyńcach
wykład o odmianie nazwisk
kilka słów o frazeologii
wskazówki, jak poprawnie łączyć wyrazy

Moda językowa na tle współczesnych zmian kulturowych

Artykuł opublikowany w tomie: W kręgu polszczyzny dawnej i współczesnej. Księga ofiarowana dr. hab. Kazimierzowi Długoszowi, profesorowi Uniwersytetu Szczecińskiego, pod red. E. Kołodziejek, Szczecin 2006, s.219-231.

  1. Swoje uwagi chciałabym poświęcić współczesnej modzie językowej. Nie będzie to - rzecz jasna - pierwsza refleksja językoznawcy na temat leksykalnych fascynacji Polaków. Modzie w języku poświęcało uwagę wielu badaczy i obserwatorów współczesnej polszczyzny. Cenne są zwłaszcza szczegółowe analizy zmian znaczeniowych i kontekstowych tych elementów języka, które autorzy uznali za natrętne: kolejny, opisany przez Zofię Kurzową , opcja, filozofia, consensus, oszołom, czytelny, totalny przez Mirosławę Mycawkę, temat przez Kazimierza Ożoga i Jana Miodka, mieć miejsce przez Stefana Reczka, w ogóle, spoko, kultowy przez Kazimierza Ożoga, super przez R. Przybylską, problem przez W. Cienkowskiego, S. Bąbę i B. Walczaka, E. Kołodziejek. Lektura tekstów omawiających pojedyncze leksemy, a także zbiory modnych w danym okresie wyrazów i wyrażeń uświadamia, jak zmienne bywają nasze językowe fascynacje i jak słowa nadużywane odzwierciedlają postawy i wartości uznawane przez mówiących za pożądane. Choć moda językowa jest zjawiskiem ulotnym, to jednak pozostawia trwały ślad w zasobie leksykalnym i semantycznym języka, dlatego rejestrowanie tych zmian jest potrzebne i pouczające.

     

  2. Moda to charakterystyczny dla danej epoki i środowiska zespół cech obejmujących strój, zachowanie, zainteresowania, światopogląd. Do tej definicji słownikowej trzeba dodać język, moda bowiem obejmuje także słowa, ich połączenia, cząstki słowotwórcze. Wyraz czy wyrażenie stają się modne wówczas, gdy są używane częściej niż zwykle, a ich użycie nie jest uzasadnione potrzebami komunikacyjnymi. Wyrazy modne wydają się użytkownikom języka lepsze, ładniejsze, oryginalniejsze, atrakcyjniejsze od innych, sygnalizują w ich mniemaniu przynależność do określonego środowiska lub do jakiejś pożądanej „grupy wtajemniczenia”. ...

zobacz więcej


Ekonomiczność innowacji składniowych w kontekście normy językowej

(w:) Postscriptum polonistyczne” 2017/1, s.87-98.

Współczesna polszczyzna od kilkudziesięciu lat podlega różnorodnym przeobrażeniom, a ich kierunek ma ścisły związek ze zmianami w życiu gospodarczym i społecznym, z nowymi formami uczestnictwa w kulturze, z jakością wykształcenia i poziomem świadomości użytkowników języka. Zwyczaj językowy współczesnych Polaków stoi nierzadko w sprzeczności ze skodyfikowaną normą polszczyzny, nienadążającą za komunikacyjnymi potrzebami społeczności. Stawia to językoznawców normatywistów w trudnej i kłopotliwej sytuacji, gdy formułowana przez nich opinia o jakiejś innowacji językowej nie jest poparta regułą normatywną, choć pozostaje w zgodzie z tendencjami rozwojowymi polszczyzny, z dążnością do ekonomizacji wysiłku i – nierzadko - ze zdrowych rozsądkiem. Niektóre innowacje językowe klasyfikowane przez skodyfikowaną normę jako błędy, wynikają nie tylko z niewiedzy, lecz także mają związek ze zmianami w świadomości użytkowników i ich stosunkiem do języka. Przyczyniło się do tego wiele czynników, zwłaszcza rewolucja komunikacyjna związana z użytkowaniem mediów elektronicznych i potrzebą tworzenia tekstów ekonomicznych, zwięzłych, uproszczonych. Sytuację normatywną polszczyzny po przełomie cyfrowym trafnie scharakteryzowała Katarzyna Kłosińska, dowodząc, że dla współczesnych, zwłaszcza młodych Polaków, myślenie o języku jako o „pewnym zobowiązaniu moralnym wobec przeszłych (ze względu na wierność tradycji) i przyszłych (ze względu na konieczność podtrzymania tej tradycji) pokoleń” jest postawą zbyt konserwatywną, obciążającą, gdyż wymaga sporej dawki usystematyzowanej i utrwalonej wiedzy o języku, o regułach nim rządzących i uwarunkowaniach jego rozwoju. K. Kłosińska dowodzi, że dla współczesnego homo videns - człowieka patrzącego, użytkownika ikonosfery - charakterystyczny jest nielinearny sposób myślenia powiązany z fragmentaryczną wiedzą o świecie, odrzuceniem tradycji i ciągłości kulturowej: „Trzymanie się reguł stanowiących rezultat kodyfikacji normy, a także uznanie, że istnieje zobowiązanie moralne wobec członków wspólnoty (bo tym wszakże jest każda norma) wymaga dostrzeżenia powiązań relacyjnych między elementami języka, wymaga jakiejś interpretacji zjawisk językowych – jest to jednak bardzo utrudnione w kulturze, w której zdolność abstrakcyjnego myślenia jest zaburzona, a jej miejsce zajęła przypadkowość, fragmentaryczność w kojarzeniu zjawisk” (Kłosińska 2017).

Na ten efekt intensywnego uczestnictwa w ikonosferze (będącego udziałem także starszych pokoleń) nakłada się ponadczasowa tendencja do ekonomizowania wypowiedzi, potrzeba osiągania celu komunikacyjnego możliwie najmniejszym wysiłkiem. Dlatego za przejaw ekonomii językowej można uznać różnorodne uproszczenia składniowe, seryjne konstrukcje słowotwórcze, a nawet wzmagającą się tendencję do unieruchamiania (nieodmieniania) form wyrazowych, sprzeczną przecież z podstawową cechą naszego języka. Ekonomiczność środków językowych jest też jednym z kryterium oceny poprawności językowej; za ekonomiczne uznaje się nie tylko to, co jest krótsze, uproszczone, syntetyczne, powtarzalne, lecz także to, co bardziej precyzyjne (Walczak 1995). „Dla tego, kto mówi (pisze) – precyzuje istotę owego kryterium Andrzej Markowski – ekonomiczne będzie przede wszystkim mówienie i pisanie krótsze” (Markowski 2005,50), przejawiające się w tendencji do skracania wyrazów i nazw (skrótowce), preferowania produktywnych formantów słowotwórczych (np. –owy) czy uniwerbizmów. Dla odbiorcy – pisze dalej Markowski – „ekonomiczne będą teksty (…) , w których przejawia się tendencja do precyzji semantycznej”, różne semantycznie konstrukcje składniowe (cieszyć się na coś, cieszyć się czymś), znaczenia wyrazów (pomocny – pomocowy), formy gramatyczne (przewodnicy – przewodniki)” (Tamże, s 50). Jest więc pojęcie ekonomiczności języka w pewnym sensie dwuaspektowe: z jednej strony preferuje się to, co jest krótsze i uproszczone, z drugiej zaś to, co bardziej precyzyjne. Ta dwoistość wymagań i potrzeb pozwala de facto brać pod uwagę różne jakościowo zjawiska. Niektórzy badacze wręcz uznają owo kryterium za wewnętrznie sprzeczne.

zobacz więcej


O językowych barbarzyńcach

*Artykuł opublikowany w tomie Sapientia ars vivendi. Księga jubileuszowa ofiarowana Profesor Annie Dąbrowskiej, pod red. A. Burzyńskiej-Kamienieckiej i A. Libury, Wrocław 2013, s. 217 – 226.

Podstawową myślą lingwistyki antropologicznej jest teza, mająca w teoriach badaczy języka i kultury różny kształt, lecz tę samą ideę, że człowiek żyje w takim świecie, jakiego obraz zawarty jest w języku (W. Humboldt), że język jest symbolicznym przewodnikiem po rzeczywistości społecznej (E. Sapir), że ludzie posługujący się innymi językami żyją w odmiennych światach (Sapir) i tylko tak postrzegają rzeczywistość, jak im na to pozwalają struktury języka, który opanowali (B. L. Whorf). I że język konsoliduje członków wspólnoty, dostarcza jej narzędzi do poznania rzeczywistości, ma wpływ na ich zachowanie i myślenie, umożliwia wspólne działanie, werbalizuje preferowane normy i wartości, służy ustalaniu dobrych stosunków (J. Anusiewicz, J. Bartmiński). Owe konstatacje będące efektem obserwacji języków różnych narodów, doskonale charakteryzują istotę komunikowania się w obrębie mniejszych wspólnot mówiących tym samym językiem etnicznym: rodzinnych, zawodowych, środowiskowych, pokoleniowych itp.

Gdy nie mówimy wspólnym językiem, silniej odczuwamy obcość innych. Obcy bowiem nie tylko wygląda inaczej, nie tylko myśli inaczej, ale przede wszystkim mówi inaczej niż my. Starożytni Grecy obcych, którzy nie znali ani cywilizacji greckiej, ani greckiego języka uznawali za barbarzyńców, bo bełkotali, jąkali się, mówi „bar, bar”. To nie przypadek, że językoznawczy termin oznaczający wyraz lub konstrukcję składniową obcą danemu językowi, niewłaściwą mu, przeniesioną z innego języka ma formę pochodzącą od owego „bar, bar”. Barbaryzm, wyraz przejęty z innego systemu językowego do naszego języka, jest oceniany negatywnie, łączy się bowiem w naszej świadomości z językowym barbarzyństwem, z psuciem „swojego” języka, z jego zanieczyszczaniem. Niechęć do wyrazów obcych jako elementów rażących w języku ojczystym deklarują wszyscy ci, którym zadaje się pytanie o ocenę polszczyzny.

zobacz więcej


Odmieniajmy nazwiska!

Ewa Kołodziejek, Poprawna polszczyzna w praktyce. Poradnik dla tych, którzy chcą dobrze mówić i pisać po polsku, Szczecin 2002, s. 55-69.

 

Jednym z najgłębiej zakorzenionych przesądów dotyczących polszczyzny jest przekonanie o nieodmienności nazwisk. Ileż to razy widziałam dyplom uznania dla... Jana Nowak czy Piotra Szyszko. Szczytem bezradności okazała się pani dzwoniąca do poradni językowej z Bardzo Ważnego Urzędu, która prosiła o pomoc w sformułowaniu zaproszenia dla gościa nazywającego się Nowicki! Jak to napisać? - pytała zrozpaczona - przecież nazwisk nie można odmieniać!

To nieprawda! Wszystkie nazwiska polskie i większość obcych można i trzeba odmieniać! To kategoryczne stwierdzenie dotyczy oczywiście nazwisk noszonych przez mężczyzn. Nazwiska kobiet odmieniają się jedynie wtedy, gdy są zakończone na -a, np. Kowalska, Zaręba, Biała.

Nazwiska mężczyzn zakończone na spółgłoskę

Wszystkie nazwiska mężczyzn zakończone na spółgłoskę są odmienne. Pozostawienie ich w formie mianownikowej jest rażącym błędem. Smędzik, Romać, Piec, Babut, Majos, Kleps odmieniają się jak rzeczowniki rodzaju męskiego:

M.SmędzikRomaćPiecBabutMajosKleps
D.SmędzikaRomaciaPiecaBabutaMajosaKlepsa
C.SmędzikowiRomaciowiPiecowiBabutowiMajosowiKlepsowi
B.SmędzikaRomaciaPiecaBabutaMajosaKlepsa
N.SmędzikiemRomaciemPiecemBabutemMajosemKlepsem
Msc.SmędzikuRomaciuPiecuBabucieMajosieKlepsie
W.Smędzik!Romać!Piec!Babut!Majos!Kleps!

Nieco więcej kłopotów może sprawiać odmiana nazwisk, które mają w mianowniku e, np. Malec, Stępień, Rerek, Łyczek, Dudek, Krzemień, Płomień, Rumień. Jeśli są one tożsame z rzeczownikami pospolitymi, powinny odmieniać się tak samo, a więc Malca, Łyczka, Dudka, ale Krzemienia, Płomienia, Rumienia. ...

zobacz więcej


Z cicha pęk. Kilka słów o frazeologii

Ewa Kołodziejek, Poprawna polszczyzna w praktyce. Poradnik dla tych, którzy chcą dobrze mówić i pisać po polsku, Szczecin 2002, s. 123-136.

 

Frazeologia to zasób wyrażeń i zwrotów właściwych danemu językowi. Związki frazeologiczne mają najczęściej stałą, utrwaloną postać: czarna rozpacz, końskie zdrowie, gruba ryba, wyskoczyć jak filip z konopi, rzucić na coś okiem, pójść po rozum do głowy, nudny jak flaki z olejem, baba z wozu - koniom lżej. Od doraźnych połączeń wyrazów różni je przenośne znaczenie całego związku. Na przykład dwa oddzielnie występujące słowa: przymiotnik biały i rzeczownik kruk mają inne znaczenie niż całe wyrażenie: biały kruk "rzadki okaz cennej książki". Co innego znaczą osobno czasownik brać, rzeczowniki nogi, pas, a co innego stały zwrot brać nogi za pas. Znaczenie całego związku nie jest zatem sumą znaczeń poszczególnych wyrazów wchodzących w jego skład. Ażeby poprawnie posługiwać się frazeologizmami, trzeba nauczyć się ich przenośnego sensu.

Ze względu na to, jakie części mowy wchodzą w skład stałych związków frazeologicznych, wyróżniamy:

  • wyrażenia - czyli połączenia wyrazów, opierające się na rzeczowniku i nie zawierające czasownika, np. głos sumienia, dziecko szczęścia, wilczy bilet;
  • zwroty - połączenia wyrazów, których ośrodkiem jest czasownik, np. być w swoim żywiole, skoczyć na jednej nodze, być z kimś za pan brat;
  • frazy - rozbudowane związki, mające postać zdania (występuje w nich podmiot i orzeczenie). Frazami są przysłowia, sentencje, maksymy, np. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Na świętego Grzegorza zima idzie do morza...

zobacz więcej


Jak się łączą wyrazy?

Ewa Kołodziejek, Poprawna polszczyzna w praktyce. Poradnik dla tych, którzy chcą dobrze mówić i pisać po polsku, Szczecin 2002, s. 103-121.

 

Cyfrowy zapis dat powoduje, że nie zawsze poprawnie potrafimy je odczytać. Co drugi Polak datę 2.04.1998 r. odczyta jako !drugi kwiecień tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt osiem. No tak... dobrze chociaż, że liczebnik oznaczający dzień odczytany jest poprawnie. Warto więc uświadomić sobie, że pisaniem i odczytywaniem dat rządzą określone reguły:

  • nazwę dnia wyrażoną liczebnikiem porządkowym stawiamy zawsze w mianowniku, jeśli odpowiada na pytanie: jaki jest dzień? (drugi), w dopełniaczu zaś, gdy odpowiada na pytanie: kiedy to było? (drugiego);
  • nazwę miesiąca stawiamy zawsze w dopełniaczu (kwietnia);
  • nazwę roku stawiamy w dopełniaczu (tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego ósmego).

Zatem na pytanie: jaki jest dziś dzień? (lub potocznie: który dziś jest?) odpowiadamy: dziś jest drugi kwietnia. Najprościej jest zapamiętać, że liczba odnosi się do dnia, a nie do miesiąca. Wyeliminujemy wtedy rażącą konstrukcję !drugi kwiecień (wszak nie chodzi tu o drugi miesiąc!). Na pytanie: który dziś jest (dzień)? odpowiadamy: drugi (dzień) kwietnia. Słownik poprawnej polszczyzny podaje też formę oboczną: siódmego maja, ale zdecydowanie lepszą wydaje mi się siódmy maja. Na pytanie: którego (dnia) to było? odpowiadamy: drugiego (dnia) września.

Trzeba też pamiętać, że liczebniku określającym rok, na przykład rok 1996 dwie pierwsze cyfry odczytujemy jak liczebniki główne: tysiąc dziewięćset, dwie ostatnie - jak liczebniki porządkowe: dziewięćdziesiąty szósty. Ta sama zasada odnosi się do dat XXI wieku, na przykład do roku 2222. ...

zobacz więcej


Używamy plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość. Kontynuując korzystanie z naszej strony, zgadzasz się z naszą polityką dotyczącą plików typu cookies.