Językowa corrida

09.02.2024

Stosowność

Gdy mówimy – zachowuj się stosownie, to myślimy o takim zachowaniu, jakie powinno być w danej sytuacji: odpowiednie do okoliczności, właściwe, adekwatne. Skąd wiemy, jakie powinno być? Musimy sami to ocenić, a narzędzia do oceny daje nam wychowanie, obycie, doświadczenie społeczne.

Pojęcie stosowności odnosi się także do zachowań słownych. Mówić stosownie to dokonywać wyboru środków językowych w zależności od tego, jako kto i do kogo mówimy, a także o czym, po co, kiedy i gdzie mówimy. (Pisząc „mówimy” mam na myśli również pisanie, które dziś często zastępuje rozmowę, np. esemesy, mejle, czaty).

O co chodzi w stosowności?  O to, by mówić i pisać tak, aby nie urazić rozmówcy i nie wywołać nieporozumień. By to, co chcemy przekazać, powiedzieć odpowiednio, z osobistym wyczuciem. Ale jak to zrobić, skoro każdy ma inne wyobrażenie tego, co można i co wypada? Już w starożytności Cyceron mówił, że „Jak w życiu, tak w wymowie, nic nie jest trudniejsze, jak rozpoznać to, co przystoi”.

Weźmy za przykład sformułowanie studentki piszącej wiadomość do wykładowczyni: Z ogromnym żalem zwracam się do Pani w sprawie mojej nieobecności na ostatnich zajęciach i egzaminach. Wyrażenie z ogromnym żalem jest stosowne w sytuacji, gdy opisujemy jakąś stratę, np. Z ogromnym żalem zawiadamiamy o odejściu naszego przyjaciela… Niestosowne jest jego użycie w sytuacji – by tak rzec – podbramkowej, gdy właśnie okazało się, że niespodziewanie nadeszła sesja, na zajęcia się nie chodziło i nie ma podstaw do zaliczenia przedmiotu… Tu raczej, by ociągnąć cel, trzeba było użyć słów rzeczowych, argumentów, a nie emocji i wydumanych fraz. „Nie mów niedbale o poważnych sprawach ani uroczyście o marnych…, nie dołączaj przydawek do lichych wyrazów” – te słowa Arystotelesa idealnie oddają istotę stosowności. Można je zrównoważyć Norwidowskim cytatem: „Odpowiednie dać rzeczy słowo”. Żadnej z tych wskazówek autorka mejla jednak nie uwzględniła…

Niestosowne jest także pomijanie należnych tytułów i nazw godności w sytuacji, gdy są one ważne. Jeśli na sali wykładowej siedzą słuchacze, którzy przyszli na wykład akademicki, to trzeba go zapowiedzieć tak: Wykład poprowadzi pani profesor Jolanta Wysocka, a nie pani Jolanta Wysocka. W tej konkretnej sytuacji tytuł jest ważny. Nie ma natomiast potrzeby używać tytułu wtedy, gdy osoba występuje w sytuacji innej niż zawodowa. Tak są ukształtowane społeczne zwyczaje, które warto respektować.

Stosowność to inaczej takt retoryczny, czyli umiejętność takiego zachowania słownego, by odbiorca nie poczuł się zakłopotany. Stosowna mowa powinna być zgodna z dobrym obyczajem i dobrze przyjmowana przez słuchaczy.

02.02.2024

Strasznie

Czasem lubię rozwiązywać popularne quizy o języku. Nie dlatego, żeby ocenić swoją sprawność językową, tylko dlatego, żeby się dowiedzieć, jakie poglądy na temat poprawności mają twórcy tej zabawy.

Ostatnio na stronie Onetu wpadł mi w oko quiz zapowiadany atrakcyjnie: „Większość z nas źle używa tych słów. 15/15 zdobędą tylko erudyci”. Okazało się jednak, że pytania były bardzo łatwe, bynajmniej nieerudycyjne, więc i zbytniej satysfakcji przy odpowiedziach nie miałam. Jednak mój wynik nie był 100-procentowy, wyniósł 14/15. Czego nie wiedziałam? Otóż źle odpowiedziałam na pytanie o poprawność zdania Strasznie lubię muzykę. Uznałam je za poprawne, inaczej niż twórczy quizu, którzy napisali, że „Strasznie ma pejoratywne znaczenie i nie powinno się nim zastępować słowa bardzo”.

W zasadzie tak, ale nie zawsze. Otóż rzeczywiście przysłówek strasznie, wywodzący się od przymiotnika straszny, określa to, co budzi strach: Zgasło światło i zrobiło się strasznie. Może też zastępować określenia źleokropnieNa egzaminie wypadł strasznieTraktowali ich strasznie. Ale w języku potocznym słowo strasznie często zastępuje inne określenia emocji, na przykład bardzonadzwyczajniezmiernieZrobiło się strasznie późnoStrasznie cię kocham. Czy rzeczywiście pogrozimy palcem ukochanej osobie i powiemy: Nie mówi się strasznie kocham, tylko bardzoogromnienadzwyczaj? Nie ryzykowałabym, a ponadto uważam, że tak się mówi.

O języku nie można myśleć schematycznie. Wystarczy zajrzeć do słownika, by się przekonać, że większość wyrazów ma zróżnicowane znaczenie. Słowa mogą mieć także różne nacechowanie, zależne od kontekstu i intencji mówiącego. Do przełożonego nie napiszemy: Strasznie dziękuję, panie dyrektorze, za docenienie mojej pracy, tylko użyjemy tu mniej emocjonalnego słowa bardzo. Ale przyjaciołom możemy powiedzieć: Strasznie się cieszę, że mnie szef docenił. W wypowiedziach starannych unikamy wyrazów ujawniających emocje, ale na co dzień kochamy emocjonalizmy! Gdy coś jest nie po naszej myśli, to masakra! Jak jest znakomicie, to superekstramega! Przykłady można by mnożyć!

Wyrazy emocjonalne – co zrozumiałe – zużywają się, tracą moc. W moich szkolnych czasach na coś pozytywnego mówiliśmy, że jest w dechę albo wdechowe. Teraz mówi się super, albo zaje…fajnie, albo jeszcze inaczej. Ale są emocjonalizmy ponadczasowe, na przykład fajnie i jego warianty: fajowofajowskofajoskofajniście – w zależności od inwencji słowotwórczej mówiącego. Ponadczasowe jest także słowo strasznie, które w słowniku tzw. warszawskim z 1915 roku zilustrowane jest takimi przykładami: strasznie kochaćstrasznie lubićstrasznie bogaty, wynotowanymi z tekstów XVII-wiecznych.

Tak więc nie wszystko, co się wydaje błędem, jest niepoprawne. Na słowa i ich znaczenia patrzmy szerzej. To kontekst i sytuacja komunikacyjna decydują o ich właściwym użyciu.

26.01.2024

Posłanka

Jak bumerang wracają do mnie pytania o feminatywy, czyli żeńskie nazwy stanowisk i zawodów. Temu językowemu problemowi poświęciłam już kilka felietonów, ale wypowiem się jeszcze raz (być może nie ostatni).

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że rodzaj gramatyczny jest cechą polszczyzny. W grupie rzeczowników osobowych na równych prawach występują dwa rodzaje: męski i żeński, na przykład: nauczyciel i nauczycielka, aktor i aktorka, sprzedawca i sprzedawczyni, mistrz i mistrzyni, pan i pani, Polak i Polka, Norweg i Norweżka. Równowaga rodzajowa do połowy XX wieku nie budziła wątpliwości. Nazwy męskie nazywały mężczyzn, nazwy żeńskie – kobiety. Dopiero w połowie XX wieku zaczęła się blokada nazw żeńskich. Wtedy to nazwy męskie zyskały prawo obejmowania swym zakresem obie płcie. Więc lekarzem, gościem, politykiem, ministrem można nazwać i mężczyznę, i kobietę. Jak widać, nasze językowe sympatie i antypatie mają pozajęzykowe źródła i przyczyny.

Bardzo ciekawe dane ilustrujące te procesy podaje profesor Marek Łaziński. Otóż w debatach parlamentarnych z lat 1919–1939 wyraz posłanka występuje 144 razy, senatorka 163 razy. W debatach sejmowych z lat 1947–1956 posłanka pojawia się 160 razy, ale w latach 1957–1968 już tylko 68 razy, w latach 1969–1979 – 57 razy, a w latach 1980–1988 jedynie 50 razy. W latach osiemdziesiątych posłankę zastąpiło połączenie pani poseł.

Co nam mówi owo badanie? Otóż to, że posłanka jest neutralną formą językową, ale w zależności od pozajęzykowych uwarunkowań raz jest używana, a innym razem nie. Podobnie jest z innymi nazwami żeńskimi, neutralnymi pod względem cech systemowych polszczyzny: gościni, prorokini (notowane w starszych słownikach języka polskiego), doktorka, docentka (używane w I połowie XX w.) itp. W końcu wieku XX wyszły one z użycia nie dlatego, że stoją w sprzeczności z regułami języka, tylko dlatego, że męskie formy zaczęły być uznawane za lepsze, za – jak dziś powiedzielibyśmy – prestiżowe.

Nieco inny problem jest z nazwą ministra. To bodaj jedyna forma sprzeczna z modelem słowotwórczym, zgodnie z którym żeńskie rzeczowniki osobowe tworzy się za pomocą formantów -ka (aktorka), -ini/-yni (prorokini, mistrzyni), -ica (siostrzenica). Z tego powodu systemową formą byłaby ministerka. Ale ministerka nam się nie spodobała, więc jest znacznie rzadziej używana. Częściej widać i słychać nazwę ministra występującą obok połączenia pani minister.

„Czy formy ministra, psycholożka, socjolożka mają już status normy wzorcowej czy tylko użytkowej?” – pyta internauta. Na pewno feminatywy utrwalają się w uzusie, który ma wpływ na kształt normy językowej. Współcześnie zaciera się podział na normę wzorcową i użytkową, a o użyciu jakiejś formy decyduje przede wszystkim sytuacja komunikacyjna. Więc to do nas należy decyzja, czy, kiedy i jakiej formy żeńskiej chcemy użyć.

19.01.2024

Turbo, trans

Tytułowe słowa do niedawna występowały w polszczyźnie wyłącznie jako cząstki wyrazowe, przedrostki o ściśle określonym znaczeniu.

Łacińskie turbo to 'obrót; wir’, ale też ‘cyklon, burza’. Jako pierwszy człon nazwy złożonej wskazuje na jej związek znaczeniowy z ruchem wirowym lub z „wirującą” turbiną: turbosprężarkaturbodoładowanieTurbo notowane jest też w słownikach jako samodzielny wyraz potoczny, informujący o tym, że jakieś urządzenie jest wyposażone w turbosprężarkę: silnik turbopiece turbo.

Cząstka trans, również łacińska, oznacza ‘przez, poprzez, poza, za, z tamtej strony’, np. transoceanicznytranskontynentalnytranspłciowy. Jako samodzielny wyraz występuje w dwóch zbliżonych znaczeniach. Metaforycznie ujmuje ‘stan psychiczny, w którym człowiek ma ograniczoną świadomość i ograniczoną wolę’, np. trans hipnotyczny, oraz ‘stan podniecenia i niepokoju, wywołujący wzmożoną energię i podniecenie’: żyć w transie.

Zarówno trans i turbo, jak i inne słowa pierwotnie będące cząstkami wyrazowymi, stały się samodzielnymi wyrazami. Odrębnymi określeniami są: superekstramegaekowegeminimaksimakro itp. Możemy powiedzieć (i napisać): pomysł superwydarzenie megasukienka minizarobki ekstraprodukty ekodieta wege itp. Gdy jednak chcemy przestawić szyk wyrazów, to pojawiają się wątpliwości ortograficzne. Jak napisać: wege dieta czy wegedietaeko produkty czy ekoproduktyturbo zespół czy turbozespółtrans kobieta czy transkobieta?

Obowiązujące zasady ortograficzne, które uznają te wyrazy za przedrostki, nakazują pisownię łączną, tak jak łącznie piszemy słowa: antymateriabioróżnorodnośćsupermocarstwo itp. Jednak reguły sformułowane wiele lat temu nie przewidziały usamodzielnienia się niektórych cząstek wyrazowych. Stąd rozdźwięk między zasadami a praktyką, czego dowodzą liczne przykłady. Swego czasu pewien bank reklamował oferowany kredyt hasłem mini ratka. Redaktor dużego wydawnictwa pyta, czy można zaakceptować pisownię trans kobietatrans kobiecość, przy której obstaje autorka tekstu. Autorzy szczecińskiego zespołu  Curcuma swojej ostatniej płycie nadali tytuł: Nowa Era Turbo Kobiet (pomińmy kwestię wielkich liter).

Faktycznie, wszystkie przykłady mają pisownię niezgodną z obowiązującą regułą. Ale czy miniratka jest równie perswazyjna jak mini ratka? Czy zapis transkobieta  nie „chowałby” kobiety za słowem trans? Czy tytuł: Nowa Era Turbokobiet w takim samym stopniu komunikowałby, że mowa o kobietach, kobietach jak burza, o kobietach turbo, o turbo kobietach?

Chyba przyszedł czas, by w kwestii pisowni usamodzielnionych przedrostków panowała dowolność. Jestem jej rzeczniczką.

12.01.2024

Ile czy ilu?

Ile czy ilu centymetrów brakuje do metra?, Ile czy ilu doniczek brakuje na półce?, Ile czy ilu uczennic brakuje w klasie?, Ile czy ilu krzeseł potrzeba, żeby…?, Ile czy ilu słoni potrzeba, żeby…? – takie pytania zadała mi korespondentka, niemogąca sobie poradzić z właściwą formą zaimka liczebnego ile

Trudno się dziwić owym pytaniom, bo zasady użycia słowa ile nie są łatwe. Jego forma zależy bowiem od wymagań czasownika. Jeśli czasownik wymaga przyłączenia wyrazów w dopełniaczu, to zaimek przybiera formę ilu.  W przytoczonych przez internautkę zdaniach czasowniki brakuje i potrzeba rządzą formą przyłączanych wyrazów, inaczej mówiąc – wchodzą z nimi w związek rządu. Czasownik brakuje, a także nietypowy, bo niefleksyjny, czyli pozbawiony form gramatycznych czasownik trzebapotrzeba – rządzą dopełniaczem. A że zaimek liczebny ile ma w dopełniaczu formę ilu, to mamy odpowiedź na postawione przez internautkę pytania: w podanych zdaniach właściwą formą zaimka jest forma dopełniaczowa – ilu.

To jednak nie wszystko, co powinniśmy wiedzieć o słowie ile. Ważne jest jeszcze, jaki rodzaj gramatyczny ma liczebnik zastępowany przez ten zaimek. W dopełniaczu w każdym rodzaju zaimek ile przybiera formę ilu. Inaczej w mianowniku i w bierniku. Jeśli zastępowany liczebnik ma rodzaj męskoosobowy, to zaimek ma postać iluIlu mężczyzn lubi kwiaty?Ilu ojców bawi się z dziećmi?. Jeśli zaimek liczebny ma rodzaj niemęskoosobowy, to przybiera w tych przypadkach formę ileIle kobiet lubi kwiaty?,  Ile matek bawi się z dziećmi?Ile słoni kąpie się w rzece?Ile bułek kupić w piekarni?Ile krzeseł dostawić do stołu?.  A zatem – jeśli ile stoi przy rzeczowniku męskim osobowym, to przybiera formę ilu, jeśli stoi przy innym rodzaju rzeczownika, wybieramy formę ile.

Ale i to nie wszystko, bo są jeszcze ludzie, czyli rzeczownik, który nie stawia zaimkowi ile takich twardych warunków. Jak mamy mówić: Ile tam było ludzi? czy Ilu tam było ludzi?.  Profesor Mirosław Bańko, autor „Słownika wyrazów trudnych i kłopotliwych” twierdzi, że starszy zwyczaj pozwalał mówić: Ile ludzi widziałeś?Tyle ludzi się zjechałoWiele ludzi przyszło piechotą. Dziś raczej wybierzemy formy: ilu ludzi , tylu ludziwielu ludzi, bo formy niemęskoosobowe: iletylewiele odbierane są jako nacechowane, „świadczące o tym – jak pisze prof. Bańko – że słowem ludzie mówiący oznacza nie poszczególno osoby, lecz masę, tłum. Możemy więc powiedzieć z emfazą: Ile tam było ludzi!, ale zapytamy rzeczowo: Ilu tam było ludzi?”.

O formie zaimka liczebnego ile decydują reguły gramatyki, więc żeby nie popełniać błędów, trzeba wciąż odświeżać podstawową wiedzę o języku polskim.

05.01.2024

Tzw.

„A właściwie dlaczego tzw., a nie t. zw.? – pyta o zasadę skracania wyrażenia tak zwany mój dociekliwy kolega. – Tę drugą formę znalazłem w Galicji Normana Daviesa. W sumie to chyba tak właśnie powinno być, prawda? Uzus czy lenistwo? Uzus pewnie zazwyczaj wynika z lenistwa”.

Muszę zaprotestować wobec tak postawionego problemu. Uzus, czyli powszechny zwyczaj używania takich a nie innych form językowych, nie wynika z lenistwa! Nie można wszystkich posądzać o to, że lekceważą reguły językowe, że im się nie chce mówić i pisać poprawnie. Problem więc tkwi w czym innym.

O co właściwie koledze chodzi z tym skrótem? O sprzeczność z ogólną zasadą ortograficzną. Skracając wyrażenie składające się z co najmniej dwóch wyrazów, najczęściej łączymy pierwsze litery i stawiamy po nich kropkę: pt. (pod tytułem), np. (na przykład),  ds. (do spraw), jw. (jak wyżej), ww. (wyżej wymieniony), śp. (świętej pamięci). Tymczasem w skrócie wyrażenia tak zwany połączone są trzy litery: pierwsza litera pierwszego wyrazu i dwie litery drugiego: tzw. Czy to błąd? Oczywiście nie! Zasada skracania wyrażeń nie może być zbyt rygorystyczna, bo nie służyłaby piszącym, tylko samej sobie. Czasem w skrócie wyrażenia kropkę opuszczamy: aa (ad acta), czasem stawiamy ją po skrócie każdego wyrazu, jeśli drugi człon rozpoczyna się od samogłoski: c.o. (centralne ogrzewanie), n.e. (naszej albo nowej ery), p.o. (pełniący obowiązki). Czasem do skrótu wchodzą dwie lub trzy początkowe litery wyrazu: m.in. (między innymi), op.cit. (łacińskie opus citatumopere citato – dzieło cytowane, w cytowanym dziele).

Jak widać, zasada reguluje skracanie wyrazów, ale nie stawia bezwzględnych warunków. Skrót tzw. zawiera dwie litery drugiego wyrazu, co ma sens, bo to go odróżnia od skrótu tzn. ‘to znaczy’. Jeśli zaś chodzi o brak kropki w środku skracanego wyrażenia, o którą się upominał mój kolega, to widzę dwa powody tego braku. Po pierwsze, z reguły skracany zaimek (albo przyimek) nie stanowi osobnego elementu, o czym świadczą skróty pt.np.itp. Po drugie, kropka w skrócie t.zw. byłaby zwyczajnie nieekonomiczna i szybko by w zwyczaju językowym zniknęła.

I tu wracamy do uzusu i lenistwa. W uzusie preferujemy formy ekonomiczne, łatwiejsze, nawet jeśli bywają niezgodne z normą opartą na tradycji językowej. Podam przykład wymowny, choć niezwiązany z pisownią skrótów. Na początku XX wieku wydawnictwa poprawnościowe negatywnie oceniały określenia lata dwudziestelata trzydzieste, które zalecano zastąpić sformułowaniami drugitrzeci dziesiątek lat. Ale użytkownicy języka woleli łatwiejsze lata dwudzieste, które dziś uznajemy za poprawne.

Czy można więc mówić o powszechnym językowym lenistwie? Absolutnie nie! To ekonomia języka! Wszak wszystkim nam chodzi o to, by w mowie i w piśmie porozumiewać się sprawnie i zwięźle.

29.12.2023

Dobre słowa

Święta, święta i… po świętach! Pełni dobrych emocji i dobrych słów czekamy na kolejne ważne wydarzenie – Nowy Rok.

Dla mnie najlepsze w okołoświątecznej atmosferze są właśnie te dobre słowa, z których układamy wszystkie życzenia. Są one nie tylko przejawem świątecznej konwencji, lecz także pozytywnych uczuć, jakie żywimy wobec bliźnich. Życzyć bowiem to ‘chcieć czegoś dla kogoś, wyrażać słowami pragnienie, żeby komuś się dobrze działo, dobrze żyło’. Słowo życzyć ma związek z przymiotnikiem życzliwy, czyli ‘dobrze komuś życzący, przyjaźnie usposobiony, przychylny’: życzliwy człowiek, nauczyciel życzliwy dla uczniówŻyczliwe, czyli ‘będące wyrazem przyjaznych uczuć, przychylności’, mogą być także słowa albo gesty. Nawet w odpychającym rozmówcę powiedzeniu: nie życzę sobie jest element pragnienia dobra (dla siebie samego): Nie życzę sobie hałasów po nocach.

Trzeba jednak zauważyć, że w zasadzie każde słowo może być użyte ironicznie albo w złej intencji. Można więc komuś życzyć źleżyczyć mu klęskinieszczęściaśmierci, chociaż stoi to w sprzeczności z istotą życzeń. Słowem życzliwy możemy także nazwać takie osoby, których działania nie są powodowane pragnieniem czyjegoś dobra: Życzliwi donieśli mu, co znajomi o nim mówią. Jeśli jednak przyjmiemy, że życzyć ma związek z wyrazami pożytekużytekżyć, to owo pozytywne znaczenie zdecydowanie dominuje nad innymi.

Niegdyś wymiennie ze słowem życzyć używano słowa winszować. Czasownik winszować pochodzący od niemieckiego wünschen był używany w dwóch znaczeniach: ‘składać życzenia’ oraz ‘gratulować’. Współcześnie winszować zawęziło swoje znaczenie do gratulacji, więc dziś raczej nie powiemy: Winszuję ci szczęścia, zdrowia, tylko Winszuję ci awansu.

Jakich dobrych słów używamy najczęściej w życzeniach? Oprócz tych, których pragniemy najbardziej: zdrowiaszczęściapomyślności, pojawiają się życzenia dostosowane do konkretnej osoby. Ja z okazji swoich skumulowanych szczęśliwych dni: świąt Bożego Narodzenia, imienin i urodzin – dostałam naprawdę dużo dobrych słów: spełnienia marzeń i tęsknotpięknych chwilżyczliwych ludziradościgenialnych i przyjaznych studentówdużo światła, zieleni i oddechucudownościudanego ciągu dalszegodalekich podróży, a także pięknych i ciekawych słów. Moi przyjaciele i znajomi życzyli mi też wszystkiego najlepszegonajwspanialszegonajbajeczniejszego.

To wspaniale, że są takie dni w roku, w których dobre słowa dominują nad słowami niedobrymi, nienawistnymi i raniącymi. Mamy świąteczny czas godów, jak niegdyś nazywano święta Bożego Narodzenia i czas umownej przerwy między starym a nowym rokiem. Niech więc i teraz, i w Nowym Roku 2024 dominują tylko dobre słowa!

Tego życzę wszystkim Czytelnikom „Językowej corridy”.

22.12.2023

Wesołych świąt!

Święta tuż tuż, więc najbliższe dni to czas pełen życzeń. I tych mówionych, i tych pisanych. Życzenia mówione są spontaniczne, bo pełni pozytywnych emocji życzymy bliźnim tego, czego sami potrzebujemy i pragniemy: zdrowia, spokoju, rodzinnej bliskości.

Życzenia pisane, wysyłane pocztą tradycyjną albo elektroniczną, wymagają nie tylko głębszego namysłu, lecz także refleksji ortograficznej. Czy słowo święta pisać wielką czy małą literą? Jak pisać wyrazy rodzinaciociababciatobiewam? A przymiotniki zdrowychspokojnychrodzinnych? Tyle pytań, a w słowniku konkretnych odpowiedzi brak.

Zwykle, gdy mamy podobne wątpliwości ortograficzne, wybieramy wielkie litery jako „bezpieczniejsze”, bo a nuż mała litera obrazi adresata. Małe litery nie obrażają, jednak w nazwach własnych muszą ustąpić miejsca wielkim. Czy ciocia i babcia to nazwy własne? Nie, ale w życzeniach świątecznych i innych uroczystych, emocjonalnych tekstach mogą występować w takim charakterze. Jeśli piszemy: Życzę Cioci i Babci spokojnych świąt, to wielka litera jest wskazana, bo ciocia i babcia są tu nazwami własnymi. Jeśli jednak piszemy: Przesyłam najlepsze życzenia cioci Basi i babci Krysi, to można te słowa pisać małą literą, bo poprzedzają nazwę własną pisaną literą wielką.

Podobnie jest ze słowem rodzina. Gdy piszemy: Przekażcie moje życzenia rodzinie Staszka, to wybierzemy małą literę. Gdy życzymy dobrych świąt Tobie i całej Rodzinie, to litera wielka jest tu właściwa (choć i mała nie jest niestosowna). Rzecz jasna, zaimki tytobiewywam w tekstach kierowanych do tych osób piszemy zawsze wielką literą: Życzę Tobie i Wam dobrych świąt.

Jak pisać słowo święta? Czy pisać: wesołych świąt Bożego Narodzenia czy raczej wesołych Świąt Bożego Narodzenia? Ja wybrałabym tu małą literę, bo nazwą własną jest  Boże Narodzenie, a święta – nazwą pospolitą. Jeśli jednak przepełniają nas emocje i chcielibyśmy je ortograficznie wyrazić, to nie popełnimy błędu, pisząc Święta Bożego Narodzenia. Odradzałabym jedynie wielką literę w przymiotnikach. Zapis: Zdrowych, Spokojnych i Radosnych Świąt Bożego Narodzenia to dwa grzyby w barszcz. A nawet trzy.

Pisownia polska w zakresie wielkich i małych liter ma charakter konwencjonalny. Nie jest oparta ani na wymowie, ani na budowie wyrazów, ani na ich pochodzeniu historycznym. Z tego też powodu możemy ze względów uczuciowych lub grzecznościowych dokonywać indywidualnych wyborów i stosować wielkie litery tam, gdzie nam serce dyktuje.

Ja zatem napiszę tak: Wszystkim Czytelnikom moich felietonów, a także Państwa Rodzinom, życzę spokojnych i pełnych radości świąt Bożego Narodzenia.

15.12.2023

Rel

Tytułowe słowo zwyciężyło w plebiscycie na Młodzieżowe Słowo Roku 2023. Rel jest skróconą formą angielskiego słowa relatable, którego się używa, by zaznaczyć, że zgadzamy się z tym, co mówi rozmówca, że czujemy to samo.

Młodzieżowe rel przejęte z języka angielskiego ma w potocznej polszczyźnie swój odpowiednik, też angielski. Chodzi o słowo dokładnie, którego znaczenie ‘właśnie, rzeczywiście, masz rację’ przekalkowane jest z angielskiego exactly. Po polsku, przypomnę, dokładnie znaczy ‘w sposób ścisły, precyzyjny, skrupulatny’. Tak więc młodzi mają swoje rel, a starsi swoje dokładnie.

Wśród tegorocznych młodzieżowych słów roku jest wiele wyrazów angielskich. Trudno się temu dziwić, bo „starsza” polszczyzna też czerpie pełnymi garściami z tego języka. Z nowych ciekawych słów warto wymienić delulurizz i slay. Pierwszy, utworzony od angielskiego delusional ‘cierpiący na urojenia’, nazywa osobę ogarniętą obsesją, zakochaną w swoim idolu lub idolce, wierzącą we wzajemność. W szerszym znaczeniu delulu to ‘osoba oderwana od rzeczywistości’ (chyba wcześniej o takiej osobie mówiło się odjechana).

Rizz od angielskiego charisma to ‘styl, urok, atrakcyjność’. Mówi się tak o osobie, która podoba się innym. Rizz to także ‘uwodzenie lub flirtowanie z kimś’. Slay zaś (w angielskim ‘niszczyć, gromić’) nazywa coś, co robi wrażenie, albo kogoś, kto wzbudza podziw, imponuje, „poraża” atrakcyjnym wyglądem lub walorami intelektu. Slay może być też okrzykiem zadowolenia. Jak się dowiadujemy od uczestników plebiscytu slangowe: you slay me w formie dowcipnego komentarza „stosowane było już sto lat temu”.

Wśród atrakcyjnych młodzieżowych słów są także, rzecz jasna, określenia rodzime. Najwyżej w plebiscytowym rankingu zaszło oporowo, czyli ‘bardzo, dużo, najmocniej, najlepiej’, a także ‘intensywnie pracować, robić coś do końca’. Młodzieżowe oporowo przypomina starsze wyrażenia w opórdo oporu. W polszczyźnie opór ma szczególne miejsce. Można mieć opór przed czymś, można stawiać opór, można coś robić do oporu, czyli ‘wyjątkowo intensywnie, długo, do granic’, np. spaćsiedziećpracowaćpićgraćbawić się, a nawet kochać.

W finałowej dziewiętnastce tegorocznego plebiscytu znalazło się też słowo nietypowe: zgerypała. To raczej wyrażenie, bo składa się z trzech elementów: z gery pała i jest pierwszą częścią wypowiedzi obrazującej szkolną klęskę bohatera serialu „Szkoła”: Z gery pała, z maty kolejna… kurcze, no… wszystko się chrzani… Zgerypała jest zabawne, gdy wypowiada się je jednym tchem (co obrazuje łączna pisownia). Może być ‘jedynką z geografii’, ale także „śmiesznym powiedzeniem”, „przywitaniem wyrażającym radość, luz, coś typu essa” – jak piszą uczestnicy plebiscytu. Jest takim „słowem-świeczką”, co się zapala w jakimś językowym kręgu i szybko gaśnie. 

Wszystkie opisane słowa zapewne szybko zgasną, ustępując miejsca nowym. Bo taki jest właśnie slang: błyskawicznie reaguje na nasze szybkie życie.

08.12.2023

Barbórka

Choć imieniny Barbar, Barbarek, Baś i Basiek są już za nami, to warto wrócić do pewnej ortograficznej tajemnicy zawartej w jednej ze zdrobniałych form tego imienia. Do refleksji nad Barbórką skłoniła mnie wiadomość, którą otrzymałam od swojego znajomego: „Mam pytanie do nazwy dnia górnika Barbórka. Otóż kiedyś (przed 1936 rokiem) nazwę Barbórka pisało się przez u: Barburka. Profesor Witold Doroszewski nawet uzasadniał tę pisownię. Czy mogłaby Pani wyjaśnić, do kiedy obowiązywała?”.

Ortograficzne losy Barburki i Barbórki są bardzo ciekawe. Otóż rzeczywiście pierwotnie Barburka była pisana przez u. W wydanym w 1958 r. „Słowniku języka polskiego” pod red. Witolda Doroszewskiego jest hasło barburka oznaczone jako śląski regionalizm, z odsyłaczem do hasła barbarka ‘zabawa górnicza z okazji dnia św. Barbary 4 grudnia’. W tym znaczeniu obie nazwy: barbarka i barburka pisane są od małej litery zgodnie z zasadą ortograficzną, która mówi, że tak właśnie się zapisuje nazwy zwyczajów i obrzędów.

Literę u w formie barburka Witold Doroszewski objaśniał tak: „W pisowni polskiej można zauważyć tendencję do wprowadzania litery u zamiast o kreskowanego w wypadkach, gdy u nie wymienia się z o. (…) W roku 1936 wprowadzono u zwykłe zamiast dawnego o kreskowanego do wyrazów chrust, bruzda na tej podstawie, że samogłoska u w tych wyrazach nigdzie się nie wymienia się na o”. Chyba jednak nie był to zbyt mocny argument za pisownią barburka, bo już w „Słowniku poprawnej polszczyzny” pod red. W. Doroszewskiego i H. Kurkowskiej wydanym w 1973 roku znalazło się hasło Barbórka pisane przez ó i od wielkiej litery.

Zresztą sprawa niewymienności głoski u jest w tej nazwie wątpliwa. Sam Doroszewski pisze, że „ze stanowiska norm ogólnopolskich forma barburka zawiera u wymieniające się z a w formie Barbara”. Potwierdzają to autorzy słownika „Twoje imię. Przewodnik onomastyczno-ortograficzny”: „W Polsce Barbara pojawiła się w źródłach około XIV w. (1354 r.); z końca XV w. znamy też formę Barbora (…). To właśnie ta forma musiała stać u podstawy popularnej na Śląsku Barborki, później Barbórki (tak! nie Barburki)”.

Używamy plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość. Kontynuując korzystanie z naszej strony, zgadzasz się z naszą polityką dotyczącą plików typu cookies.