Językowa corrida

22.01.2021

Państwa-miasta

Napisała do mnie pani Magda, redagująca książki dla dzieci: „Mam pytanie dotyczące zapisu nazwy popularnej gry dla dzieci: państwa miasta. Jak ją zapisywać w zdaniu: Dzieci grają w państwa miasta? Dzieci grają w państwa-miasta? Dzieci grają w „Państwa-miasta”? Dzieci grają w „Państwa, miasta”? A może zastosować jeszcze inną pisownię?” – pyta korespondentka.

Sprawa jest trudna, bo okazuje się, że rozbudowane zasady ortograficzne nie uwzględniają pisowni nazw gier. Słownik notuje takie hasła, jak brydż, szachy, ale nie formułuje żadnej zasady i nie mówi, jak zapisać nazwę konkretnej gry.

Mamy dwa problemy do rozstrzygnięcia. Pierwszy: czy nazwa gry, o którą pyta korespondentka, należy do kategorii nazw własnych, czy pospolitych? Drugi: jak połączyć oba człony nazwy? Najpierw poszukajmy jakichś zbliżonych reguł dotyczących użycia wielkich i małych liter. Jeśli nazwy pospolite obrzędów, zabaw(!) i zwyczajów pisze się od małej litery i jeśli nie mamy wątpliwości, że tak piszemy wymienione w słowniku szachy, warcaby, domino, to możemy się opowiedzieć za małą literą. Podobnie zapiszemy nieujęte w słowniku piłkarzyki i kalambury.

Jednak pani Magda ma wątpliwość, bo dalej pisze: „Czy można tę nazwę traktować jak nazwę popularnej gry, np. szachy, i pisać bez żadnych wyróżników? Tylko że wtedy w zdaniu ta nazwa staje się niewidoczna, np. Zuzia, Jacek i Ola grali w państwa miasta”. To słuszna uwaga, bo takie zdanie jest jasne głównie dla osób, które znają grę. Może więc wielka litera w „naszej” nazwie byłaby uzasadniona, zwłaszcza że takie nazwy gier dla dzieci, jak grzybobranie czy klątwa faraona bywają uznane za tytuły i zgodnie z tą zasadą pisane od wielkiej litery: Grzybobranie, Klątwa faraona. Wobec braku konkretnej zasady obie pisownie: i wielką, i małą literą, uważam za dopuszczalne.

Druga kwestia, czyli sposób łączenia dwóch członów nazwy, wydaje mi się łatwiejsza do rozstrzygnięcia. Pani Magda ma wiele propozycji: „Czy można zastosować tu łącznik? Na takiej zasadzie, że są to dwa równorzędne rzeczowniki: państwa-miasta? Czy może potraktować jak tytuł „Państwa, miasta”? lub „Państwa, miasta...” (z wielokropkiem, ponieważ w grze wypisuje się nie tylko nazwy państw i miast, ale również rzek, stolic)”.

Jak mawia prof. Miodek: można i tak, i tak. I przecinek, i łącznik sugerują, że są to człony równorzędne. Przecinek dopuszcza występowanie kolejnych składników, natomiast łącznik „zamyka” treść w dwóch członach i niczego więcej nie sugeruje. W nazwie gry nie jest potrzebna informacja, że grając, wpisujemy oprócz państw i miast jeszcze jakieś inne hasła, a łącznik jest wyrazistszym niż przecinek znakiem graficznym. Zatem i tu oba sposoby zapisu są dopuszczalne.

Podsumowując szczegółową analizę, mogę jedynie powiedzieć, jak ja zapisałabym tę nazwę: od małej litery i z łącznikiem, bez cudzysłowu. Jednak pisownia z przecinkiem i od wielkiej litery też nie będzie błędem. Muszę sprawę przedyskutować w szerszym gronie specjalistów, dlatego jeszcze wrócę do tego problemu ortograficznego.

08.01.2021

Słowotwórcze niuanse

Szybko zmieniająca się rzeczywistość uaktywnia słowa rzadko używane, czasem nawet nienotowane w słownikach. Udowodnił to plebiscyt „Słowo roku”, w którym zwycięzcą został koronawirus, rok temu zupełnie nieobecny w polszczyźnie ogólnej. Trzecie miejsce zajęły rzadkie słowa pandemia (wybór kapituły plebiscytu) i apostazja (wybór internautów). Tylko na drugim miejscu znalazło się słowo powszechnie znane, gdyż wszyscy zagłosowali na słowo kobieta/kobiety, doceniając tym samym siłę i odwagę kobiet zabierających głos w ważnych społecznie sprawach.

Słowami najbliższych miesięcy (a może i roku) będą zapewne wyrazy tworzone od czasownika szczepić: szczepionka, szczepienie, zaszczepić, wszczepić, wyszczepić. Co ciekawe, czasownika  wyszczepić  słowniki nie notują, choć to właśnie on obok szczepionki i szczepienia stał się teraz szczególnie popularny, zwłaszcza w oficjalnych komunikatach rządowych. Nawiasem mówiąc, podobne formy słowotwórcze są dla tych komunikatów charakterystyczne. Przed paroma miesiącami minister zdrowia mówił, że krzywa zachorowań się wypłaszcza i że wymazujemy kopalnie, gdy robiono górnikom testy (wymazy) na obecność koronawirusa.

Z powodu nieobecności w słownikach formy wyszczepić niektórzy sądzą, że jest ona niepoprawna. Jeśli jednak zanalizujemy znaczenie przedrostka wy-, to wątpliwości powinny nas opuścić. Cząstka wy- uzupełnia bowiem podstawowe znaczenie czasownika między innymi o taką treść: ‘osiąganie celu, wyniku, wyczerpanie zakresu czynności’, np. wybłagać, wybudować, wydrzeć, wydusić, wypalić. Zgodnie z tym wyszczepić znaczy ‘osiągnąć wyznaczony cel, wyczerpać zakres czynności, czyli zaszczepić wszystkich bez wyjątku’. Zastrzeżenia wobec tego neologizmu są więc nieuzasadnione.

Różne przedrostki dodawane do czasowników mogą nie tylko zmieniać ich znaczenia, lecz także przenosić czasownik z jednego poziomu stylistycznego na drugi. Niektóre neutralne czasowniki, np. puścić, rzucić, jeść, słać, jechać, jeśli dodamy do nich cząstkę pod-, nabierają nacechowania potocznego, ekspresywnego: podpuścić, podrzucić, podjeść, podesłać, podjechać. A jeśli mają nacechowanie potoczne, to są stylistycznie ograniczone, co powoduje, że nie w każdym typie tekstu mogą się pojawiać. Nie razi mnie, gdy znajomy powie, że podjedzie do mnie i podrzuci mi zakupy, ale czuję stylistyczny zgrzyt, gdy studentka pisze wiadomość i prosi mnie, by jej podesłać termin egzaminu.

Wiem, że to niuans, być może nawet moje czepialstwo, ale jeśli nie będziemy zwracać uwagi na subtelności językowe, to się nam to nasze bogactwo stylistyczne polszczyzny wkrótce spłaszczy, a nawet wypłaszczy. A wtedy o bogactwie już nie będzie mowy…

31.12.2020

Słowo na koniec roku

Z końcem każdego roku Uniwersytet Warszawski ogłasza plebiscyt na Słowo Roku. Uczestnicy wybierają słowo, które według nich wiąże się z wydarzeniami ostatnich dwunastu miesięcy. Kandydata można zgłaszać samodzielnie, można też wybrać jedną z propozycji organizatorów konkursu zamieszczonych na stronie sloworoku.uw.edu.pl.

Przez cały rok warszawscy językoznawcy analizują i opisują słowa pojawiające się w prasie i innych mediach. Charakteryzują słowa dnia, tygodnia, miesiąca. Słowami stycznia 2020 roku były epidemia i nienawiść, w lutym wysoką frekwencję osiągnął palec mający związek z wymownym gestem posłanki, w marcu – kwarantanna i nauczyciel, w kwietniu maseczka i strajk, w maju odmrażanie i obostrzenia, a także pedofilia, w czerwcu – głosować, w lipcu – frekwencja (wiadomo, wybory!) i równość, w październiku aborcja i protest, w listopadzie - szczepionka. Warto zajrzeć na stronę slowanaczasie.uw.edu.pl.

To oczywiste, że polszczyzna publiczna roku 2020 została zdominowana przez słowa związane z globalnym zagrożeniem. Odkurzyliśmy rzadko używane w języku potocznym słowo pandemia ‘epidemia obejmująca swym zasięgiem kraj, kontynent, a nawet cały świat’, wcześniej występujące głównie w specjalistycznych odmianach języka. W nowych znaczeniach zaczęły się pojawiać słowa kwarantanna ‘przymusowa izolacja lub samoizolacja’ i maseczka – dotąd kojarzona głównie z zabawą albo z urodą. Z kwarantanną ma związek inny rodzaj „uwięzienia”, angielski lockdown czyli ‘zamknięcie, odcięcie’. Tego obcego słowa nie umieliśmy albo nie chcieliśmy zastąpić żadnym rodzimym odpowiednikiem.

W minionym roku „królowała” jednak korona – pierwszy człon nazwy zabójczego wirusa. Owa korona nie jest nazwą ‘królewskiego nakrycia głowy’, tylko łacińskim albo greckim odpowiednikiem słowa ‘wieniec’. Cząstka korona jest elementem wielu żartobliwych neologizmów, które pomagają przetrwać trudny czas: koronaceny, koronachaos, koronadepresja, koronaferie, koronagłuptas, koronaidiota, koronaimpreza, koronainfolinia, koronakryzys, koronaświrus, koronarzeczywistość, koronalia itp.

Wysoką frekwencję miały też w 2020 roku słowa związane z ratowaniem zdrowia: respirator, ozdrowieniec i medyk. Tym ostatnim słowem, w słownikach oznaczanym jako przestarzałe albo jako ‘potoczne określenie studenta medycyny’, teraz nazywamy wszystkich lekarzy, pielęgniarki, ratowników i innych pracowników ochrony zdrowia. I nie ma już ono żadnego innego zabarwienia emocjonalnego, oprócz wdzięczności pacjentów.

Zachęcam Państwa do głosowana na słowo roku. Jeszcze jest czas, głos można oddać do ostatniej minuty roku, który właśnie się kończy. Pożegnam go bez żalu, z ulgą i z nadzieją na lepszy rok 2021, który – głęboko w to wierzę – dzięki osiągnięciom światowej medycyny przyniesie nam wolność! Życzę tego gorąco wszystkim Czytelnikom moich felietonów. Do siego roku!    

24.12.2020

Narodowy czy społeczny?

-  Wszystko jest teraz narodowe, wartość tego słowa spada – stwierdził ostatnio mój znajomy. I miał rację! Jeśli zbyt często używa się jakiegoś słowa, to traci ono na wartości, jego moc słabnie, sens się rozmywa, a jeśli pojawia się w zbyt wielu kontekstach, to bywa, że w końcu ląduje w dowcipach i żartach słownych. „Ogłaszamy narodowe dobranoc” – ironicznie pożegnał się z przyjaciółmi użytkownik Facebooka. Bo tak to już jest: im wyżej stoi nadużywane słowo, im jest bardziej wzniosłe, tym boleśniejszy jest jego upadek.

Słów zdegradowanych przez nadmierne używanie jest bez liku! Festiwal (pierogów), premiera (drukarki), ikona (stylu), dedykowany (do czegoś), kultowy (popularny), galeria (wypieków), trauma (Marcina na obiedzie u teściowej) i wiele, wiele innych. A teraz podobny los czeka piękny skądinąd przymiotnik narodowy, bo wszystko w Polsce musi być narodowe! Mamy więc Narodowy Bank Polski, Narodowy Fundusz Zdrowia, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, Narodowe Siły Zbrojne, Narodowe Forum Muzyki, Narodowe Centrum Kultury, Narodowe Centrum Nauki, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Narodowe Archiwum Cyfrowe, Narodowy Instytut Wolności, Narodowy Korpus Języka Polskiego, Stadion Narodowy, Parki Narodowe, Muzea Narodowe, Teatry Narodowe, Narodowa Opera. I jeszcze Narodowa Baza Talentów i Narodowa Orkiestra Dęta. A, i Narodowe Czytanie. Uff!  A to zapewne nie wszystkie narodowe przykłady.

Z większością tych nazw się oswoiliśmy, zwłaszcza że na co dzień używa się ich w formie skrótowców: NBP, NFZ, NCN, NCK itp. Nie spodziewałam się jednak (a nie jestem w swojej reakcji odosobniona), że można nazwać narodowym naprędce zbudowany szpital, który faktycznie jest szpitalem tymczasowym. Staram się zrozumieć pomysłodawców nazwy, dlatego sądzę, że ta słowna wybujałość może mieć związek z nazwą Stadionu Narodowego, na którym szpital tymczasowy jest umiejscowiony.

A że szpital narodowy już się nam osłuchał, to mamy kolejną niespodziankę: narodową kwarantannę! Ta nazwa jest nie tylko niefortunna, ale wręcz irytująca, a nawet komiczna! – Narodowa kwarantanna, durniejszą nazwę trudno wymyślić! – grzmi pisarz Mariusz Szczygieł. – Czy jeśli ktoś nie jest członkiem naszego narodu, nie obowiązują go jej przepisy? Czy nie obowiązuje ona ukraińskich imigrantów? Czym się różni kwarantanna narodowa od powszechnej? Czy mamy wywiesić flagi biało-czerwone i one odstraszą wirusa? – pyta poirytowany.

Sama zadaję sobie podobne pytania, bo nie wiem, na czym polega wyższość narodowej kwarantanny nad kwarantanną społeczną albo powszechną. Wolę społeczną, która odwołuje się do staropolskiego społem ‘razem, wspólnie’, tworzy rodzinę wyrazów ze słowami pospołu, wspólnie, wspólnik, wspólnota, spółka, a także pospolity, który pierwotnie znaczył ‘stanowiący ogół, służący ogółowi’. Społeczny jest słowem znacznie trafniejszym w czasach, gdy ważna jest wspólnota działania, wspólna wzajemna troska, gdy pospołu musimy walczyć z zagrożeniem.

Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę moim Czytelnikom – trochę tautologicznie –poczucia społecznej wspólnoty, potrzebnej nam jak nigdy dotąd.

18.12.2020

Posiadać

Ze skruchą przyznaję, że nie lubię tytułowego czasownika posiadać i gdzie tylko mogę, to zamieniam go na neutralne słowo mieć. Bo mieć jest stosowne we wszystkich kontekstach, a posiadać tylko w niektórych.

Mieć w swoim podstawowym znaczeniu jest synonimem słowa posiadać: ‘być właścicielem, użytkownikiem lub dysponentem czegoś’. Jednak między tymi wyrazami nie zachodzą relacje symetryczne, a posiadać nie jest prostym odpowiednikiem słowa mieć. Wspólny dla obu słów sens: ‘mieć coś na własność’ jest w znaczeniu czasownika posiadać uszczegółowiony: ‘być właścicielem czegoś, zwykle mającego dużą wartość materialną’. Mieć zatem można wszystko, a posiadać tylko coś dużego, ważnego, wartościowego: duży majątek, bogactwa naturalne itp. Słowo posiadać jest niepoprawne w połączeniu z nazwami rzeczy drobnych oraz z podmiotem nieżywotnym. Nie można więc „posiadać brody”, nie można „posiadać biletu”, przedmiot nie może „posiadać wymiarów”.

Trzeba pamiętać, że czasownik posiadać jest stylistycznie ograniczony, należy do stylu oficjalnego, a w słownikach opatrzony jest kwalifikatorem „słowo książkowe”. Jego użycie jest właściwe w tekstach oficjalnych. Zżymamy się, gdy w urzędowym opisie poszukiwanego mężczyzny trafiamy na sformułowanie: Poszukiwany posiada brodę i wąsy, bo jest ono sprzeczne z przytoczonymi wyżej zasadami. Jednak rozumiemy intencję piszącego, ponieważ obecność słowa posiadać przenosi tekst z poziomu polszczyzny potocznej na poziom urzędowy. Mówiąc żartobliwie, w tekstach urzędowych częściej można coś posiadać, podczas gdy w tekstach potocznych trzeba to coś po prostu mieć.

Wiele osób zadaje pytanie, czy można posiadać wiedzę? To zależy od jej rozległości. Wielki słownik poprawnej polszczyzny PWN aprobuje połączenie posiadać wiedzę i ilustruje je takim przykładem: Profesor posiada rozległą wiedzę z zakresu chorób płuc. W tym kontekście posiadać ma związek z czymś cennym i wartościowym. Niefortunne jest natomiast używane przez polityków sformułowanie: Nie posiadam wiedzy na ten temat, bo nie tylko „nie mają wiedzy”, co również jest wyrażeniem karkołomnym, lecz także mylą wiedzę z informacją. Znacznie lepiej brzmi zdanie: Nie wiem albo: Nie mam żadnych informacji. Im prościej i naturalniej się wypowiadamy, tym lepiej i dla  mówiących, i dla słuchających.

Tak więc czasownik mieć ma nad czasownikiem posiadać tę przewagę, że jest neutralny, nienacechowany i wspólny dla wszystkich odmian polszczyzny, podczas gdy posiadać jest ograniczone do tekstów o charakterze oficjalnym. Ale posiadać ma coś, czego nie ma mieć. Można mianowicie utworzyć od niego rzeczownik odczasownikowy, np. zezwolenie na posiadanie broni, imiesłów bierny, np. posiadane kwalifikacje zawodowe, można też być w posiadaniu czegoś.

Chodzi mi więc nie tyle o ograniczenie obecności czasownika posiadać, ile o wskazanie właściwych dla niego miejsc.

11.12.2020

Parcie, śpiewanie, nucenie

„Mam problem z czasownikiem zasiąść – pisze korespondentka uniwersyteckiej poradni językowej.  – Jaką formę przyjmie w zdaniu: Królowa od chwili zasiądnięcia? zasiąścia? na tronie miała wiele zadań. Czy w ogóle istnieje taka forma tego czasownika? Może trzeba to ująć inaczej, np. od chwili objęcia rządów lub objęcia tronu”.

            O co nas pyta korespondentka? O wyraz podobnie jak czasownik nazywający czynności bądź stany, który jednak czasownikiem nie jest. Pyta o tzw. rzeczownik odczasownikowy albo odsłowny, który tworzy się poprzez dodanie cząstki -cie: przeć – parcie, cząstki -enie: nucić – nucenie albo cząstki -anie: śpiew – śpiewanie. System języka polskiego umożliwia tworzenie rzeczowników od wszystkich czasowników, mimo to z niektórymi rzeczownikami odsłownymi mamy kłopot.

Jaką mianowicie formę przybiorą rzeczowniki od czasowników: wiedzieć, móc, woleć, wisieć, iść? Czy zgodnie z regułą słowotwórczą będą to formy: wiedzenie, możenie, wolenie, iście? W teorii tak, jednak w praktyce językowej takich form nie tworzymy, bo nasze potrzeby komunikacyjne zaspokajają inne wyrazy: wiedza, wola albo jakieś formy omowne. Dlaczego tak się dzieje? Trudno jednoznacznie orzec, jakie są powody utrwalania w zwyczaju językowym jednych form, a pomijania innych. Czasem jednak tych nieutrwalonych form brakuje, o czym świadczy choćby stary dowcip o policjancie (a może milicjancie), który kierowcy samochodu wlepił mandat za niemanie świateł.

Rzeczownikowej formy czasownika brakuje też naszej korespondentce. Czy od czasownika zasiąść da się utworzyć rzeczownik? W powszechnym zwyczaju językowym nie używamy tej formy, można więc powiedzieć, że taki wyraz nie istnieje. Potwierdzają to autorzy „Uniwersalnego słownika języka polskiego”, którzy nie notują rzeczownika od zasiąść, podają jednak formę rzeczownikową od czasownika zasiadać. We wspólnym haśle zasiąść i zasiadać zanotowany jest jedynie rzeczownik zasiadanie. Zatem ma rację korespondentka, twierdząc, że rzeczownikową formę od wyrażenia zasiąść na tronie trzeba ująć omownie: od chwili objęcia rządów, od wstąpienia na tron, od wyniesienia na tron albo osadzenia na tronie. Połączenia: od objęcia tronu słowniki nie notują. 

Wróćmy jeszcze do możliwości tworzenia formy rzeczownikowej od czasownika mieć. Czy z tym czasownikiem nie kojarzy się nam rzeczownik mienie? Taką możliwość sugeruje „Słownik języka polskiego”, tzw. warszawski, wydany w 1902 r., który mienie w znaczeniu ‘posiadanie, własność’ objaśnia jako nazwę czynności od czasownika mieć. Podobną etymologię podaje Aleksander Brückner w „Słowniku etymologicznym języka polskiego”, w którym w haśle mieć jest przytoczony rzeczownik mienie.

Współczesne słowniki nie podają rzeczownikowej formy od czasownika mieć, a rzeczownika mienie nie opisują jako pochodnego od mieć. Dawne związki między mieć i mienie już się chyba w naszej świadomości zatarły.

04.12.2020

"A" czy "ale"?

Czytelnik moich felietonów, pan Wojciech, zwrócił uwagę na problem składniowy, o którym i ja od pewnego czasu myślę:

„Czy zauważyła Pani, że już dawno temu rozpanoszył się spójnik „a”, występujący tam, gdzie powinno być ale, lecz, tylko? Bez przerwy napotykam w prasie i internecie (w książkach na szczęście jeszcze nie) kwiatki tego typu: Nie ratuje go ręka Boga, a boskie ręce chirurga; To jeszcze nie veto, a jego zapowiedź; Nie jest normalne, żeby o strzeleniu gola decydować miał nie sędzia boiskowy, a sznurowadło u buta. Jestem starej daty i szczerze mówiąc, nie podoba mi się to, od zawsze stosuję wyłącznie ale, lecz, tylko, ale może teraz już wolno używać „a” prawem uzusu?”.

Faktycznie, jeśli skupimy się na budowie zdań przytoczonych przez pana Wojciecha, a zwłaszcza jeśli przeczytamy je głośno, to poczujemy, że spójnik „a” trochę nas uwiera. Wszystkie przykłady mają bowiem zaprzeczony pierwszy człon zdania złożonego, dlatego jako element przeciwstawny albo prostujący powinny w drugim członie wystąpić spójniki ale, lecz, tylko, trafniej oddające sens wypowiedzi. Tak stanowi reguła wzorcowej normy składniowej.

Nie trzeba nikogo przekonywać, że polszczyzna wzorcowa jest dziś w odwrocie, że w większości tekstów dominuje język potoczny. Także język prasy, zwłaszcza codziennej, jest zbudowany na regułach normy użytkowej, w której przewagę nad konstrukcjami wzorcowymi, zgodnymi z systemem języka, mają wyrażenia rozpowszechnione, ekonomiczne, wyraziste. Dlatego w potocznej polszczyźnie konstrukcje ze spójnikiem „a” są akceptowane.

Pan Wojciech słusznie zauważył, że w podobnie zbudowanych zdaniach książkowych spójnik „a” się nie pojawia. Nad tekstem książki pracuje kilka osób: autor, redaktor, korektor, którym zależy, by jej język był pod każdym względem poprawny i wzorcowy. Tekst prasowy ma inne zadanie: musi dotrzeć do jak największej liczby odbiorców o różnym stopniu sprawności językowej, dlatego autorzy częściej wybierają wyrażenia potoczne. A w języku potocznym dominują konstrukcje ze spójnikiem „a”, poprawne, choć niewyszukane.

O losach omawianego schematu składniowego tak pisze Mirosław Bańko w poradni językowej PWN: „Konstrukcje nie X, a Y nie mają najlepszej opinii. Dawniej krytykowano je bardzo surowo i posądzano o rosyjski rodowód, dziś słowniki poprawnej polszczyzny uznają je za dopuszczalne w tzw. normie potocznej. Lepiej więc, zwłaszcza w starannych wypowiedziach, posłużyć się konstrukcją alternatywną: nie X, ale Y albo nie X, lecz Y, albo nie X, tylko Y, albo na odwrót – Y, a nie X”.

Jeśli więc zależy nam na spójniku „a”, a jednocześnie chcemy pozostać w zgodzie z regułą normy wzorcowej, możemy odwrócić szyk zdania: Ratują go boskie ręce chirurga, a nie ręka Boga. Też będzie dobrze. 

27.11.2020

Dodatkowo, tym bardziej, co więcej

Choć świat wokół nas wrze, to przecinki w każdym zdaniu muszą stać we właściwym miejscu. Upomina się o nie mój dawny student, teraz prawnik. W komentarzu pod kurierowym felietonem pisze tak:

„Do puryzmu językowego bardzo mi daleko, ale czy mogłaby Pani Profesor rozwiać moje wątpliwości dotyczące stawiania przecinka w zdaniu, które rozpoczynamy słowem/zwrotem: dodatkowo, tym bardziej, co więcej, ponadto, następnie, in fine, należy również? Odpowiedź pomogłaby mi w pisaniu pism urzędowych. Bardzo cenię Pani felietony, które już wielokrotnie rozwiały moje wątpliwości, a na zajęcia z kultury języka polskiego, prowadzone przez Panią, chodziłem z wielkim zapałem”.

O, i w tym właśnie tkwi tajemnica wszelkiej wiedzy: w zapale do nauki (również w chodzeniu na wykłady), a także w licznych wątpliwościach skłaniających do stawiania pytań i szukania odpowiedzi. Zaniepokoiło mnie jednak w komentarzu sformułowanie, że „do puryzmu językowego bardzo mi daleko”. Stawianie przecinków nie jest przejawem puryzmu, czyli przesadnej troski o czystość języka, tylko chęcią sprostania wymogom dobrego stylu. A podstawą dobrego stylu jest jasność zapewniająca zrozumienie tekstu. Można ją osiągnąć, poprawnie budując zdania, którym sens, oprócz właściwie dobranych słów, nadają także przecinki. Autorom tekstów pomoże nie tylko słownik interpunkcyjny, lecz także wrażliwe ucho. Dobrze zbudowane zdanie powinno brzmieć jak melodia, przecinki zaś to miejsca, w których – nucąc – łapiemy oddech.

Pytanie pana prawnika dotyczy rozpoczynających zdanie konkretnych wyrażeń, które mogą pełnić różne funkcje. Przysłówki dodatkowo, następnie wchodzą w związki składniowe z innymi wyrazami, dlatego nie wymagają oddzielania przecinkiem: Dodatkowo wziął na siebie rolę wykładowcy; Następnie każdą część dzielimy na mniejsze części. Nie wymaga tego także partykuła ponadto: Ponadto obciążony majątek był zdewastowany. Przecinkiem nie oddzielamy też sformułowania należy również, które można zastąpić wyrażeniem trzeba również albo wypada również: Należy również stwierdzić, że nastąpiła poprawa stanu zdrowia pacjenta. Także sformułowanie tym bardziej, stojące na początku zdania, nie wymaga oddzielenia przecinkiem: Tym bardziej trzeba zwrócić uwagę na rzetelność informacji.

Inaczej jest z partykułą co więcej, która nie wchodzi z innymi wyrazami w związki składniowe, podobnie jak wyrażenie mało tego, dlatego oddzielamy je od innych słów przecinkiem: Nie mam telewizora. Co więcej, nie mam też komputera. Wyrażenie co więcej jest stosowne w tekstach urzędowych, natomiast wyrażenie mało tego jest właściwe dla tekstów potocznych.

O łacińskim wyrażeniu in fine ‘na końcu, w końcowej części’ wypowiem się z ostrożnością, gdyż należy ono do profesjonalnych zwrotów prawniczych. W potocznych tekstach wyrażenie w końcu rozpoczynające zdanie nie wymaga przecinka.

Jak osiągnąć sprawność interpunkcyjną? Moja rada jest taka: głośno czytajmy napisane zdania i słuchajmy, czy dobrze brzmią. Jeśli coś w nich zgrzyta, coś w nich „nie gra”, to albo brakuje przecinków, albo jest ich za dużo. A ma być w sam raz. Ma grać!

20.11.2020

Ukryta opcja angielska

Ten żartobliwy tytuł, będący aluzją do wypowiedzi znanego polityka sugerującego tajemny niemiecki wpływ na polską rzeczywistość, pasuje do tematu felietonu. Wpływ języka angielskiego na polszczyznę jest bowiem niezaprzeczalny. Mamy we wspólnym zasobie słownym dużo nowych angielskich sformułowań dotyczących prawie wszystkich obszarów życia.

Zapożyczenia wyrazowe rozpoznajemy od razu: smog, spam, tost, zoom, nick, pub, skaner, fitness, legginsy, celebryta, broker, jogging, pendrive, online, mainstream, coming out, e-mail, public relations, science fiction, fast food, last minute, all inclusive, talk-show, no problem, event, wow! i wiele, naprawdę wiele innych. Używamy ich chętnie, bo są obce (a obce lubimy), a ponadto wypełniają lukę w polszczyźnie, bo nazywają nowe zjawiska, nowe obiekty zmieniające naszą rzeczywistość.

Jednakże wpływy angielskie idą znacznie dalej i nie zawsze są tak oczywiste. Jest bowiem w nowym słownictwie sporo anglicyzmów ukrytych. Są to różnego typu kalki, czyli wyrazy, związki wyrazowe, znaczenia słów kopiujące budowę bądź sens wyrażeń angielskich. Na przykład popularyzujące się kalki frazeologiczne: białe kołnierzyki, szklany sufit, czerwony dywan, miękkie umiejętności, sztuczna inteligencja, dane wrażliwe, pierwsza dama, czarny piątek. Są i inne, nieco zmienione w stosunku do pierwowzoru: czynnik ludzki, zasoby ludzkie, wakacje podatkowe, inteligencja emocjonalna, katastrofa humanitarna, klasa średnia, kultura popularna, skazany na sukces, poprawny politycznie, przyjazny dla środowiska.

Angielskie pochodzenie mają bliskie nam określenia związane z terminologią komputerową: chmura, wirus, ciasteczka, mysz (myszka), okno, tapeta, skórka, strumień ‘przepływ danych’, aplikacja ‘program komputerowy’, ściągnąć ‘pobierać dane’, ćwierkać ‘przesyłać wiadomości na Twitterze’. Obce z pochodzenia są też sformułowania: dawać kopa ‘dodawać energii’, mapa drogowa ‘plan działania’, szybka piłka ‘szybka decyzja, szybka riposta’, przypudrować sobie nos ‘wciągać narkotyk’.

Nieco słabiej rozpoznajemy wpływ języka angielskiego w wyrazach, których często używamy, a które niepostrzeżenie zmieniają swój sens. Nominacja w tradycyjnym znaczeniu to ‘mianowanie, powołanie na stanowisko na ambasadora, dyrektora, profesora’ albo ‘akt administracyjny, pismo powołujące na stanowisko’. Pod wpływem angielszczyzny używamy tego słowa, gdy chcemy kogoś do czegoś wytypować, zgłosić do nagrody, wyróżnić, ale też i ukarać, jak się to dzieje w różnych programach reality show. Kalką angielską jest ulubione przez Polaków słówko dokładnie, używane zamiast właśnie, słusznie, rzeczywiście itp.

Czy taki intensywny wpływ angielszczyzny na język polski jest zjawiskiem negatywnym? Ja tu większych zagrożeń nie widzę. Wiele z tych słów to internacjonalizmy, słowa  międzynarodowe, ułatwiające porozumiewanie. Inne to cenne nabytki, wzbogacające rodzimy zasób słowny. A te, które są zbyteczne, wkrótce znikną z naszego słownika.

13.11.2020

Anna Kiszczanka Radziwiłłowa

               Jeden z czytelników moich felietonów ma wątpliwości, czy nie zanadto upraszczam sprawę gramatyki nazwisk. Ma na myśli zanikanie żeńskich form nazwiskowych. Pisze o tym tak: „W rodzaju męskim – mniejszy problem, w żeńskim – znacznie większy. Archaiczne formy zakończone na -owa, -ówna odeszły w zapomnienie. Ja swoje nazwisko zakończone na –icz każę odmieniać, moja żona nie. Czy nie należy do odmiany nazwisk dopisać zasady pewnej dowolności, jak w nazwach  miejscowych?”.

            Nie wiem, co czytelnik ma na myśli, gdy mówi o „zasadach pewnej dowolności”. Reguły odmiany nazw osobowych i nazw miejscowych wyznacza gramatyka i nie da się ich traktować dowolnie. Chyba tylko nazwiska mężczyzn zakończone na –o i na –e można traktować swobodniej, czyli albo je odmieniać, albo ich nie odmieniać. Jeśli ich nie odmieniamy, to zawsze musimy je połączyć z odmienionym imieniem bądź innym rzeczownikiem. Można na przykład mówić o Zbigniewie Ziobrze i o Zbigniewie Ziobro. Można nie lubić Jana Sztetkego albo Jana Sztetke. Wszystkie inne zasady są niewzruszone. A nazwiska kobiet zakończone inaczej niż na -a są nieodmienne.

 Być może w sugestii, by z większą dowolnością traktować nazwiska kobiet, chodzi o tworzenie form odmężowskich, jak Borowiczowa, Zarębina i odojcowskich, jak Borowiczówna, Zarębianka. Faktycznie, żony i córki mogą dziś zadecydować, której formy będą używać. Od ich wyboru zależy, czy nazwisko będzie tylko nazwą osobową, czy też będzie dodatkowo wskazywać na relacje z mężczyzną, od którego je przyjmują. Cząstki -owa, -ina tworzą bowiem nazwiska żon, a cząstki -ówna, –anka nazwiska córek.

W przeszłości takie formy nazwisk były obowiązkowe, a zamężna kobieta mogła jednocześnie nosić dwa nazwiska, i odojcowskie, i odmężowskie, np. księżna Anna Kiszczanka Radziwiłłowa. Ponadto nazwiska kobiet zakończone na -ówna i -anka informowały nie tylko o tym, że ich właścicielka jest córką, lecz także o tym, że jest panną.   

Współcześnie kobiety nie chcą informować o swoim stanie cywilnym, zwłaszcza że możliwości polszczyzny są w tym względzie asymetryczne. Nie mamy w zasobie słowotwórczym współczesnego języka polskiego takiej cząstki wyrazowej, która przekazywałaby informację o stanie cywilnym mężczyzny, o tym, że jest mężem albo synem. Niegdyś byliśmy bogatsi o cząstkę –ic, -icz (-ewicz), tworzącą nazwy synów: starościc, królewicz, carewicz, i nazwiska synów: Sirakowic – syn Siraka. Dziś ta cząstka patronimiczna (odojcowska) jest już zupełnie – jak mówią językoznawcy – nieproduktywna.  

Zatem, nawiązując do wątpliwości mojego korespondenta, muszę stwierdzić, że rzeczywiście, w kwestii wyboru formy nazwisk kobiet istnieje pewna dowolność. Ale tylko do kobiety należy decyzja, jaką formą nazwiskową będzie się określać. I trzeba jej wybór uszanować.

Używamy plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość. Kontynuując korzystanie z naszej strony, zgadzasz się z naszą polityką dotyczącą plików typu cookies.