Językowa corrida

30.04.2021

Jaki czy który

Często nachodzą nas wątpliwości, czy zdanie podrzędne trzeba rozpocząć od zaimka który, czy od zaimka jaki. Czy lepsze jest zdanie: „Chciałabym kupić sweter, który widziałam na wystawie”, czy może: „Chciałabym kupić sweter, jaki widziałam na wystawie”? Czy są jakieś zasady regulujące użycie zaimków względnych jaki i który?

Są! Znajdziemy je w „Wielkim słowniku poprawnej polszczyzny” PWN pod redakcją Andrzeja Markowskiego w opisie hasła który:  „Jeżeli w poprzedzającym kontekście można użyć zaimka ten, następuje po nim zaimek który. Np.: Wybraliśmy tego kandydata, który (nie: jaki) znał najwięcej języków. (…)Jeżeli w zdaniu nadrzędnym może wystąpić zaimek taki następuje po nim zaimek jaki. Np.: Wybrała taką melodię, jaką (nie: którą) matka bardzo lubiła.  

Oba zdania przytoczone w pierwszym akapicie są więc poprawne, ale mają nieco inny sens. W pierwszym mowa jest o konkretnym swetrze wiszącym na wystawie (ten sweter, który widziałam), w drugim zaś o modelu swetra sprzedawanym w sklepie (taki sweter, jaki widziałam). Wydaje się, że jest  to proste, ale nie w każdym zdaniu ta zasada działa, bo nie zawsze pary zaimków: ten – który i taki – jaki sobie odpowiadają.

Mirosław Bańko, autor „Słownika wyrazów trudnych i kłopotliwych” pisze tak: „Mieszanie zaimków który i jaki nie zawsze jest naganne i często pozostaje niezauważone”. Przytacza przykłady mistrzów słowa, którzy nie respektują tej reguły. Na przykład Henryk Sienkiewicz zestawiał zaimek taki z zaimkiem który: „Należy on do takich ludzi, którzy serce noszą w ręku i kładą je we wszystko, nawet w rejestra gospodarskie”. A Tadeusz Boy- Żeleński odwrotnie, zaimek który zastąpił zaimkiem jaki: „Nie ma nic ciekawszego dla badań stylistycznych niż porównywanie listów, jakie Sobieski pisał do innych, a listów do niej, do Marysieńki”. Jak widać, pomieszanie tych regularnych par zaimków nie zaszkodziło sensowi przytoczonych zdań.

Nie znaczy to, rzecz jasna, że mamy w tym względzie całkowita dowolność! W „Wielkim słowniku poprawnej polszczyzny” w przykładach ilustrujących użycie hasła jaki podano zdanie: Oczekuje takiej pracy, o jakiej (nie: o której) już wcześniej rozmawiała. Gdyby w zdaniu nadrzędnym stał zaimek tej, to w zdaniu podrzędnym zaimek której byłby zasadny: Oczekuje tej pracy, o której już wcześniej rozmawiała. Gdyby jednak w zdaniu nadrzędnym, nie było żadnego zaimka, to sens zdania nadawałby mu zaimek rozpoczynający zdanie podrzędne: Oczekuje pracy, o której już wcześniej rozmawiała, czyli tej konkretnej. Oczekuje pracy, o jakiej  już wcześniej rozmawiała, tj. charakteryzującej się ustalonymi wcześniej cechami.

Cóż więc radzę w kwestii użycia zaimków względnych jaki i który? Radzę trzymać się reguły zawartej w schemacie: taki – jaki, ten – który. Jeśli jednak sens zdania usprawiedliwiałby odstępstwo, takie jak u Sienkiewicza czy Boya, to szat bym nie rozdzierała.

23.04.2021

Łarpia

Pisownia form gramatycznych nazwy rzeki płynącej w Policach jest nieustabilizowania. Jedni kończą ją w dopełniaczu, celowniku i miejscowniku podwójnym „i”: „Rewitalizacja polickiej Łarpii”, inni jednym „i”: „Wody Łarpi otaczają wyspę”. Kto ma rację?

Pyta o to także pan Tomasz, który pisze: „Tym razem językowa corrida zagościła w Policach, na rzece Łarpii. No właśnie, może jednak na Łarpi? Czy Łarpia odmienia się jak harpia, rupia? Czy tak jak Ania, bania? Jest to polska nazwa rzeki (niem. Larpe), zatem powinna odmieniać się swojsko. Ja jednak wyczuwam w tej nazwie egzotykę, dziwność, więc odmieniam jak harpię: harpiiŁarpii. W mediach pojawią się obie formy: Łarpi i Łarpii. Dobrze byłoby określić, czy forma która dominuje na lokalnych portalach: Łarpi, jest poprawna?”

Pisownia form gramatycznych rzeczowników żeńskich zakończonych w mianowniku na –ia jest dość zagmatwana. Po pierwsze ważne jest, po jakich spółgłoskach zakończenie –ia stoi. Jeśli są to spółgłoski wargowe: p, b, f, w, m, to zapewne mamy do czynienia z wyrazami rodzimymi albo w znacznym stopniu przyswojonymi. W dopełniaczu, celowniku i miejscowniku kończą się one na jedno –i: Słupia – Słupi, głębia – głębi, hrabia – hrabi, skrobia – skrobi, Karwia – Karwi, rękojmia – rękojmi, ziemia – ziemi.

Gdy jednak –ia stoi po tych samych spółgłoskach w wyrazach obcych, to ich formy gramatyczne kończą się na -ii: daktyloskopia – daktyloskopii, Kolumbia – Kolumbii, filozofia – filozofii, szałwia – szałwii, anemia – anemii. Trudne? Raczej tak, gdyż na co dzień nie analizujemy budowy wyrazu ani jego pochodzenia i nie zawsze potrafimy określić, czy jest to wyraz obcy, czy już przyswojony.

Wtedy możemy zastosować kryterium wymowy. Gdy porównamy wymowę dwóch tak samo kończących się wyrazów, na przykład głębia i Kolumbia, to usłyszymy, że w słowie głębia wymawiamy miękkie „b” i samogłoskę „a”, natomiast w słowie Kolumbia między nimi słyszymy jeszcze głoskę „j”: [kolumbja]. Tak też wymawiamy wyrazy obce, których zakończenie –ia stoi po spółgłoskach t, d, r, l, k, g, ch: apatiaapatii, HolandiaHolandii, anomaliaanomalii, demagogiademagogii. We wszystkich zakończeniach słyszymy wymawianiowe „j”.

Co jednak zrobić, gdy wymowa nie jest kryterium rozstrzygającym, a w dodatku nie mamy pewności, jak jakiś wyraz wymawiamy? Wtedy trzeba zajrzeć do słownika. Nie tylko po to, by rozwiać wątpliwości, lecz także po to, by się na pisownię konkretnego wyrazu napatrzeć i „przez oczy” ją zapamiętać.

No tak, ale nazwy Łarpia nie ma w żadnym słowniku! To jak rozstrzygnąć jej pisownię? Spróbujmy tak: Łarpia jest nazwą rodzimą, więc na mocy przytoczonej wyżej reguły jej zakończenie w dopełniaczu, celowniku i miejscowniku ma jedno „i”. Ponadto nazwę Łarpia wymawiamy podobnie jak słowa Słupia, głębia, a nie jak wyrazy daktyloskopia czy fobia z wyraźnym „j” między końcowymi głoskami.

Te dwa kryteria: rodzimości i wymowy można przyjąć za rozstrzygające pisownię form gramatycznych nazwy Łarpia z jednym „i”: Łarpi.

16.04.2021

Co i jak skracamy

„Proszę o wskazanie poprawnej formy skrótu od słowa sztabowy – pisze pani Małgorzata. – Pouczono mnie, że forma sztab. jest niepoprawna. Że prawidłowa to szt., lecz mnie kojarzy się ten skrót ze słowem sztuka”.

Ogólna zasada jest jedna: skrót musi być zrozumiały dla odbiorcy i właściwie przez niego odczytany. Zrozumienie zapewnia kontekst, w którym skracany wyraz występuje.  Sztab. może być skrótem kilku słów notowanych w słowniku: sztaba, sztabka, sztabkowy, sztablatura, sztabowiec, sztabowy, sztabówka. Skrót szt. może być fragmentem kilkudziesięciu tych i innych wyrazów rozpoczynających się od liter szt.

 Skąd wiadomo, który wyraz jest skracany? Wskazuje na to treść tekstu. Jeśli tekst dotyczy realiów wojskowych, a skróty sztab. albo szt. występują przy takich wyrazach, jak na przykład odprawa, mapa, sierżant, chorąży, to – znając te realia – każdy z tych skrótów odczytamy właściwie. Zatem – odpowiadając na pytanie pani Małgorzaty – oba sposoby skracania wyrazu sztabowy są możliwe, a skrót sztab. na pewno nie jest niepoprawny.  Powiem więcej! W Słowniku skrótów Józefa Parucha z 1970 r. i w Wielkim słowniku skrótów i skrótowców Piotra Müldnera-Nieckowskiego od przymiotnika sztabowy jest notowany tylko jeden skrót: sztab., natomiast szt. jest skrótem rzeczownika sztab. Tak więc racja w tym ortograficznym sporze jest jednak po stronie pani Małgorzaty.

Zasady skracania wyrazów są szczegółowo opisane. Stawiamy kropkę po skrócie, jeśli odrzucamy końcową część wyrazu: p. (pan), t. (tom), r. (rok). Jeśli skrót kończy się na tę samą literę, co skracany wyraz, to kropkę opuszczamy: dr (doktor), mgr (magister), mjr (major), wg (według). Reguła dotyczy także form odmiany wyrazu. Jeśli chcemy napisać, że słuchaliśmy wykładu dr. Kuleszy, a doktor Kulesza jest mężczyzną, to kropka jest tu niezbędna. Brak kropki sygnalizuje, że mowa jest o pani dr Kuleszy.

Gdy chcemy skrócić wyrażenie składające się z co najmniej dwóch wyrazów, to najczęściej łączymy pierwsze litery i stawiamy po nich kropkę: śp. (świętej pamięci), ds. (do spraw), jw. (jak wyżej), ww. (wyżej wymieniony). Czasem kropkę opuszczamy: aa (ad acta),  SA (spółka akcyjna), czasem stawiamy po skrócie każdego wyrazu, jeśli drugi człon rozpoczyna się od samogłoski: c.o. (centralne ogrzewanie), m.in. (między innymi). Te i inne zasady znajdziemy nie tylko w słownikach skrótów, lecz także w słownikach ortograficznych. Warto do niech zaglądać!

Ale nie zawsze potrzebne są zasady, by się dobrze porozumieć. Nasza młodzież posługuje się skrótami, które tylko wtajemniczeni są zdolni rozszyfrować. Kropki? Spacje? Po co, skoro odbiorca wie, że ct to ‘co tam?’, zw to ‘zaraz wracam’, spk to ‘spoko’ (w sumie też skrót), kk to szybsze ‘ok’, nw to ‘nie wiem’, omg to angielskie ‘Oh, my God’, a wtf to… (proszę sobie „wyguglać”).  

Nie wiem, czy te skróty są jeszcze używane, gdyż zmieniają się tak szybko jak młodzieżowa mowa. Młodzi z łatwością je odczytują albo tworzą nowe, zrozumiałe tylko dla nich, gdy – pisząc – rozmawiają ze sobą w internecie. Gdy jednak tworzymy teksty staranne, oficjalne, to wszyscy, i młodsi, i starsi, musimy się trzymać ortograficznych reguł.

08.04.2021

Kylian Mbappé

Moi studenci wiedzą, że umiejętność odmiany nazwisk jest dla mnie kwestią szczególnie istotną. Męczę ich wiedzą o zasadach odmiany i dręczę wieloma ćwiczeniami, ale efekty są! Jakiś czas temu dostałam od byłego studenta wiadomość: „Szukam pracy w administracji i gdy ktoś dzwoni do mnie z zaproszeniem na rozmowę i jednocześnie odmienia moje nazwisko, to się okazuje, że miał z Panią zajęcia. Świetna robota, Pani Profesor!”.

Niezwykle miło przeczytać taką opinię, ale prawdziwie świetną robotę wykonali moi studenci. Po pierwsze, dali się przekonać do odmiany nazwisk, choć wielu z nich początkowo twierdziło, że nie trzeba albo że „nie da się”, albo że „teść zakazał”. Po drugie, opanowali trudne i dość skomplikowane reguły gramatyki. Dlatego zawsze sprawiają mi radość takie prośby, jak ta od pana Mateusza:  

„W piłce nożnej popularnym piłkarzem jest obecnie Francuz, Kylian Mbappé, którego nazwisko jest rzadko odmieniane, choć w mojej opinii powinno się to robić. Jak zatem należałoby obchodzić się z nazwiskiem tego zawodnika? Czy w dopełniaczu powiemy, że nie ma Mbappégo, a może trzeba by pozostawić je nieodmienione i po prostu powiedzieć bądź napisać, że nie ma Mbappé?”.

Nazwisko Mbappé zakończone i w wymowie, i w pisowni na samogłoskę –e, odmienia się jak przymiotnik i przybiera takie formy: D. Mbappégo, C. Mbappému, B. Mbappégo, N. Mbappém, Msc. o Mbappém. Jednak norma polszczyzny użytkowej pozwala nie odmieniać tego typu nazwisk pod warunkiem połączenia ich z odmienionym imieniem, tytułem bądź innym wyrazem: lubię Kyliana Mbappé, idę z panem Mbappé, mówię o mistrzu Mbappé itp. Dlatego powszechna praktyka nieodmieniania nazwiska francuskiego piłkarza nie jest naganna.

Przymiotnikową odmianę mają też nazwiska zakończone w wymowie na –e, ale w zapisie na jakąś inną literę. Na przykład nazwisko Rabelais, wymawiane jak [rable], z akcentem na końcowe -e, możemy zostawić w formie podstawowej, jeśli połączymy je z jakimś odmienionym wyrazem. Gdybyśmy jednak chcieli potraktować je wzorcowo, to w tekście pisanym przymiotnikowe końcówki musimy postawić po apostrofie: Rabelais’go [rablego], Rabelais’mu [rablemu], z Rabelais’m [rablem]. Przyznaję, to nie jest łatwe, dlatego nazwiska zakończone na –e odmieniane są niezbyt chętnie.

Podstawową cechą polszczyzny jest możliwość tworzenia różnorodnych form gramatycznych modyfikujących znaczenie wyrazu i wpływających na sens wypowiedzi. Nawet jeśli norma języka pozwala w konkretnych sytuacjach zrezygnować z tych możliwości, to nie musimy się zbyt szybko poddawać. A jeśli pojawią się wątpliwości, to zawsze, tak jak pan Mateusz, można zadać językoznawcom pytanie.

02.04.2021

Pogodnych świąt!

Choć unikam pisania okolicznościowych świątecznych felietonów (bo ileż można pisać o Bożym Narodzeniu czy Wielkanocy), to tym razem postanowiłam rozwiać ortograficzne wątpliwości pana Marcina, mojego studenta, związane z nadchodzącymi świętami. Pan Marcin, formułując życzenia wysyłane rodzinie i znajomym, zastanawia się, od jakich liter pisać tradycyjną formułę: czy wesołych świąt, czy Wesołych Świąt

To jasne, że oba słowa są wyrazami pospolitymi, więc zwykle piszemy je od małej litery. Jednak jest różnica między sformułowaniem: Tak wesołych świąt jeszcze w naszej rodzinie nie było a życzeniami: wesołych świąt. Czujemy, że świąteczna formuła ma inny charakter, że nie o wesołość tu chodzi, tylko o przekazanie odbiorcy naszych życzliwych myśli, uczuć, emocji. Zamiast przymiotnika wesołych można też życzyć świąt pogodnych, miłych, zdrowych, rodzinnych itp. Choć każdy z tych przymiotników odwołuje się do innych stanów i emocji, to wszystkie w połączeniu ze słowem święta tworzą symboliczną formułę życzeniową. Jest może trochę mniej „utarta” czy „skostniała” niż formuły grzecznościowe: dzień dobry albo dobranoc, ale jej metaforyczne znaczenie jest wyraźnie odczuwalne.

No dobrze, a jak ją zapisać? Odpowiedź w zasadzie już padła: jeśli chcemy dodać więcej emocji naszym życzeniom, to możemy pisać Wesołych Świąt, zgodnie z regułą ortograficzną sankcjonującą użycie wielkiej litery ze względów uczuciowych i grzecznościowych. Możemy, ale nie musimy. Zapis: Życzę wesołych świąt jest też właściwy i poprawny, zwłaszcza jeśli połączymy formułę życzeń z nazwą własną Wielkanoc. Chodzi też o to, by nie przytłoczyć tekstu wielkimi literami. Dlatego najlepsze wydają mi się tak zapisane życzenia: Wesołych świąt Wielkiejnocy albo Wesołych świąt Wielkanocy.

 Ale nazwa własna świąt też nie jest jeszcze ustabilizowana. Pan Marcin, formułując życzenia świąteczne, napisał tak: Wesołych świąt Wielkiej Nocy. Czy dobrze? Dziś już raczej nie, bo choć jeszcze „Słownik języka polskiego” tzw. warszawski z 1900 roku w haśle Wielkanoc notuje warianty: Wielikanoc i Wielka noc, to późniejsze słowniki rejestrują tę nazwę już tylko jako zrost Wielkanoc. Możemy w nim odmieniać oba zrośnięte człony: Wielkiejnocy, Wielkąnocą albo tylko drugi człon: Wielkanocy, Wielkanocą. Ciekawe, że pozostałe dni Wielkiego Tygodnia się nie zrosły i wciąż są zestawieniami: Wielki Czwartek, Wielki Piątek, Wielka Sobota, a jako nazwy dni szczególnych, zapisywane są wielką literą.

Cóż mam życzyć swoim Czytelnikom w Wielkim Tygodniu? Wesołych świąt życzyć nie mogę, bo wesoło nam raczej nie będzie. Bardziej stosowne wydają mi się życzenia zdrowych świąt. A na pewno życzę Państwu świąt pogodnych, i w tym dosłownym, i w symbolicznym sensie.

26.03.2021

Jam, tyś, wyście

Przeczytałam niedawno reportaż o niechlubnych praktykach w pewnym wydawnictwie. Pomijam główny wątek artykułu, chcę natomiast zwrócić uwagę na językowy dylemat redaktorki, którą zaniepokoiła konstrukcja składniowa: Piotram widział. Uznała ją za błędną, ale uległa naciskom autora i pozostawiła w tekście.

I dobrze się stało, bo to poprawna konstrukcja, choć pewnie niektórzy czytelnicy pomyślą, że trochę dziwna. Ale gdy rozłożymy ją na poszczególne elementy, to zobaczymy, że wszystko się zgadza: jest orzeczenie widziałem i dopełnienie Piotra. Tak powiedzielibyśmy współcześnie, ale autor tekstu wykorzystał cechę polszczyzny, jaką jest ruchomość końcówek czasownika czasu przeszłego, i zbudował trochę archaiczne, a trochę podniosłe zdanie: Piotram widział.

Jeśli poszukamy w pamięci, to przypomnimy sobie inne słynne zdania z podobnymi  konstrukcjami: Oleńki Billewiczówny do Andrzeja Kmicica: Jędruś! Ran twoich nie godnam całować!, Kordiana na szczycie Mont Blanc: Jam jest posąg człowieka, na posągu świata, Konrada Wallendora: Jam to uczynił, dopełnił przysięgi! Straszniejszej zemsty nie wymyśli piekło, czy Zagłoby: Jam to, nie chwaląc się, sprawił.

Czym są konstrukcje jam, godnam, Piotram? Są to różne słowa (zaimek, przymiotnik, rzeczownik) z przyłączoną końcówką czasownika: ja (jeste)m, godna (jeste)m, Piotra (widziałe)m. Podobne formy pojawiają się w modlitwie: Zdrowaś Mario, łaskiś pełna (…) błogosławionaś ty…, które mogłyby mieć inną postać: zdrowa (jeste)ś Mario, łaski (jeste)ś pełna, błogosławiona (jeste)ś. Nawiasem mówiąc, odmawiający modlitwę często pomijają czasownikową końcówkę w słowie łaski, być może jest im za dużo owego rzadkiego dziś „ś”.   

Ale czy to tak można oderwać końcówkę czasownika i dołączyć ją do innego wyrazu? - pomyślą niektórzy, zwłaszcza młodsi czytelnicy. Można, a czasem trzeba. Mówimy na przykład: Proszę, żebyś to zrobił (a nie: „żeby to zrobiłeś”). Chcę, abyś tu wrócił ( nie: „aby tu wróciłeś”).

Ruchomość końcówek czasownika jest uzasadniona historycznie. Dzisiejsze formy czasu przeszłego: robiłem, robiłeś, robił, robiliśmy, robiliście, robili niegdyś były wyrażanie formami dwuelementowymi: robił jeśm, robił jeś, robił jest, robili jeśmy, robili jeście, robili są. Z biegiem czasu te dwa elementy albo zrosły się w jeden wyraz: robiłem, robiłeś, robiliśmy, robiliście, albo jeden z nich zanikł, jak w formach trzeciej osoby. Jednak wciąż mamy poczucie ich odrębności, dlatego możemy tworzyć takie zdania: Tyś jest temu winien, Myśmy tam byli. Dużoście zarobili. Takeś go wykarmił. Czy wyście zwariowali? 

Choć wiem, że ruchomość czasownikowych końcówek powoli zanika, to jestem tejże ruchomości gorącą zwolenniczką. Są historycznym świadectwem rozwoju polszczyzny, dowodem jej gramatycznego bogactwa. A poza tym dają nam większe możliwości wyrażania myśli i  emocji. Jest więc czego bronić!

19.03.2021

Koniec i kropka?

Zasady stawiania kropki są chyba wszystkim znane. Jej podstawową funkcją jest zamknięcie zdania (lub równoważnika zdania). Jeśli zdanie kończy kilka znaków interpunkcyjnych, na przykład nawias, cudzysłów i kropka, to ostatnie miejsce zajmuje właśnie kropka. Kropka sygnalizuje koniec wypowiedzi, po niej już w zdaniu nie ma niczego. Koniec i kropka.

Od tej zasady jest kilka odstępstw. Nie stawia się kropki po tytułach książek i rozdziałów, po nazwiskach i innych informacjach umieszczanych na stronie tytułowej: Pan Tadeusz, Wielki słowik poprawnej polszczyzny itp. Nie stawiamy kropki po tytułach czasopism i artykułów: Gazeta Wyborcza, Nasz Dziennik, Super Expres itp. Nie stawia się kropki po nazwach własnych różnych instytucji: Uniwersytet Szczeciński, Narodowy Bank Polski, Zakład Ubezpieczeń Społecznych itp. Wydawałoby się, że jest to wiedza podstawowa.

Dlatego zdumiewa mnie nowy logotyp Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, w którym po nazwie stoi kropka. Wielka i kwadratowa! Proszę sprawdzić, tak to wygląda: Ministerstwo Kultury Dziedzictwa Narodowego i Sportu [kropka kwadratowa]. Skąd ona? Dlaczego? I po co? Czy to zamierzony efekt, czy raczej brak podstawowej wiedzy? Obawiam się, że to drugie, bo choć w nazwie postawiono zbędną kropkę, to zapomniano o przecinku oddzielającym przydawki kultury i dziedzictwa. Tak jakby było to „ministerstwo kultury dziedzictwa narodowego”…

Przyznam, że zawstydził mnie ten kuriozalny projekt graficzny, choć to nie ja powinnam się wstydzić. Nikt go nie sprawdził, nikt nie zweryfikował pod względem językowym, a przecież jest wizytówką ważnego ministerstwa! Ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego! A dziedzictwem narodowym jest też polska grafia obejmująca zasady pisowni i przestankowania! Więc jak to jest możliwe, że się w logotypie tak ważnej instytucji kultury znalazła kwadratowa kropka a zabrakło przecinka?

A może to „kropka nienawiści”? – zastanawiają się internauci komentujący nowe ministerialne logo. Tak nazywana jest kropka stawiana na końcu wypowiedzi w rozmowach prowadzonych w internecie. Bywa odczytywana jako znak złości, przejaw negatywnych uczuć i chęć zakończenia rozmowy. Jednak w internetowym slangu „kropką nienawiści” nazywa się tylko tę kropkę, która stawiana jest po krótkich odpowiedziach: Tak. Nie. Nie wiem. Może. Ok. Więc taka interpretacja „ministerialnej” kropki jest oczywiście żartem.

Ale ogólnie nie jest nam do śmiechu. Jakość polszczyzny publicznej, także urzędowej, jest coraz niższa. Nie czytamy głośno tego, co napiszemy, nie prosimy o korektę, nie weryfikujemy swojej wiedzy w słownikach. Jesteśmy zbyt pewni siebie i swoich umiejętności. Czasem jednak warto zwątpić i sprawdzić. I przyjąć zasadę, która jest także moim zawodowym credo: jestem pewna, więc sprawdzę…

13.03.2021

Trudne, ale przydatne i piękne!

Wydawałoby się – cóż bardziej trwałego w języku niż gramatyka! Słowa i ich znaczenia szybko się zmieniają, a gramatyka pozostaje. Części mowy, liczba, rodzaj, czas, tryb – wszystko, czego uczyliśmy się w szkole, to stały i niepodważalny fundament języka.

Jednak i w gramatyce zachodzą zmiany, choć nie tak szybkie i wyraźne, jak w słownictwie. Oczywiście, mamy w tym swój udział, bo to my, nie używając jakichś językowych form, przyczyniamy się do ich zaniku. Tak się stało z historyczną już liczbą podwójną, której szczątki mamy w porzekadle: Mądrej głowie dość dwie słowie. Tak się też dzieje z prawie nieużywanymi formami prostymi przymiotnika: zdrów, wesół, wart, rad, kontent. A teraz powoli opuszczają nas liczebniki zbiorowe. W tekstach pisanych i w mówionych jest ich coraz mniej, wypierają je liczebniki główne: pięć prosiąt albo rzeczowniki: trójka dzieci.

Powód jest raczej prozaiczny: niewiedza, brak językowej kompetencji mówiących i piszących. Liczebniki zbiorowe mają bowiem swoje skomplikowane wymagania co do towarzystwa, w którym się pojawiają. Lubią na przykład towarzystwo istot niedorosłych: troje dzieci, pięcioro piskląt, lubią rzeczowniki występujące tylko w liczbie mnogiej: czworo sań, sześcioro drzwi. Są także bardzo pomocne, gdy chcemy w ekonomicznej formie określić liczbę osób o różnej płci: dziewięcioro zawodników, piętnaścioro studentów, nas czworo. W tych połączeniach wskazują nie tylko liczbę, lecz także niosą dodatkowe informacje: że rzeczownik drzwi nie ma liczby pojedynczej, że niemowlę i pisklę to istoty niedojrzałe i że wśród zawodników są także zawodniczki. Prawda, że wygodnie?   

Ba! Gdyby to było wszystko, co trzeba wiedzieć o liczebnikach zbiorowych, to nie bylibyśmy dla nich tak surowi. Ale one są także skomplikowane gramatycznie. Dla wielu osób trudna jest już forma mianownikowa: trzydzieścioro siedmioro uczniów. A w zdaniu zwykle trzeba jej użyć jakimś innym przypadku: Opiekuję się trzydzieściorgiem siedmiorgiem uczniów. Można powiedzieć jeszcze inaczej, choć chyba mniej zgrabnie: trzydziestoma siedmiorgiem lub trzydziestu siedmiorgiem, ale lepiej oba człony gramatycznie ujednolicić i wyrazić je formą zbiorową.

Składnia liczebników zbiorowych jest podobna do składni liczebników głównych: w celowniku: Przyglądam się pięciu uczniom – pięciorgu uczniom, w miejscowniku: Myślę o pięciu uczniach – o pięciorgu uczniach. Różni się tylko składnia w narzędniku: Idę z pięcioma uczniami – z pięciorgiem uczniów. Wiem, to niełatwe, ale możliwe do zapamiętania.

Chrońmy liczebniki zbiorowe przed zapomnieniem! Ich powolny zanik rejestruje już norma użytkowa polszczyzny, aprobując użycie liczebników głównych tam, gdzie wzorcowo powinny stać formy zbiorowe: z trzydziestoma siedmioma dziećmi, z pięcioma kociętami. Ja jednak nieustannie walczę o liczebniki zbiorowe, bo to bardzo pożyteczne i piękne formy słowne!

05.03.2021

Grzecznie i skutecznie

Zachowania grzecznościowe należą do ogólnie aprobowanych norm społecznych. Ktoś, kto przekracza te normy, naraża się na opinię osoby źle wychowanej, nieobytej, niegrzecznej. Traci dobre imię i jest zwyczajnie w swych działaniach nieskuteczny. Grzeczność jest bowiem pewnym rodzajem gry, więc wszyscy powinni się stosować do jej reguł, jeśli chcą osiągnąć cel. 

Grzecznościowe strategie przybierają rozmaite formy językowe, których dobór zależy od wielu czynników. Jednym z nich jest stopień dystansu między uczestnikami kontaktu słownego. Jeśli jest to dystans oficjalny, a zwłaszcza nierównorzędny, np. między przełożonym a podwładnym, profesorem a studentem, wykładowcami a pracownikami uczelnianej administracji, to wszyscy powinni starannie dobierać neutralne słowa. Nie wolno być ani zbyt butnym, ani zbyt frywolnym.

Przełożonym w wymianie zdań przysługują pewne przywileje, których nie mają podwładni. Są to niuanse słowne wymagające językowego słuchu. W rozmowie z pracownikiem przełożony może użyć sformułowania: Panie Janie, chciałem się upomnieć o raport, ale pracownik, gdy mówi przełożonemu, że chce się upomnieć o raport, trochę ryzykuje. W słowie upomnieć się jest bowiem zawarte żądanie: ‘daj mi to, co mi się należy’. Tymczasem w grzecznej wymianie zdań lepiej jest ukryć żądanie w prośbie, zwłaszcza połączonej z pytaniem i z trybem przypuszczającym. Czy mógłbym prosić o obiecany raport?  

Jeśli więc chcemy być skuteczni w działaniu, to zastosujmy się do zasad grzecznościowej gry. Jedną z nich jest zasada bycia podwładnym. Polega ona na umniejszaniu własnych zasług, bagatelizowaniu przewinień rozmówcy i wyolbrzymianiu własnych win. Ja: Dziękuję, że mi pomogłeś. On: To drobiazg. Ja: Przepraszam za spóźnienie. Ona: Nic się nie stało. Ja: To był miły wieczór. Oni: Przepraszamy, że się zasiedzieliśmy. I tak dalej. I tym podobnie.

Wydaje się, że wszyscy te zasady znamy, ale w praktyce bywa różnie.  Oto student w rozmowie z profesorem mówi tak: Jestem przekonany, że umówiliśmy się na  godzinę 12:00, ale w pośpiechu jedno z nas musiało się pomylić. Ojoj! Cóż za nietakt! Jedno z nas? Takie sformułowanie może się pojawić tylko między równorzędnymi partnerami rozmowy. W kontakcie studenta z profesorem jest absolutnie niedopuszczalne, bo przynosi efekt przeciwny do zamierzonego. Trzeba było zastosować wspomnianą strategię wyolbrzymiania własnych win: Musiałem źle zrozumieć, chyba się pomyliłem albo jeszcze inaczej, bo możliwości grzecznego osiągania celu mamy naprawdę dużo. 

Niefortunny jest także zbyt frywolny ton między nierównorzędnymi partnerami kontaktu słownego. Wykładowcy uczelni poczuli się zakłopotani, gdy przeczytali treść e-maila wysłanego przez pracowniczkę administracji: „Szanowni Państwo, pięknie chciałam Was prosić o planowanie konsultacji na semestr letni i przesłanie ich terminu oczywiście wraz z kodem Niewyparzona gębaŚmiech”. Komunikat z pozoru  uprzejmy i sympatyczny, ale faktycznie niedopuszczalny. Nadawczyni pomieszała się oficjalność (Szanowni Państwo) z  nieoficjalnością (Was, pięknie prosić) i prywatnością, bo emotikony, czyli „buźki” nie są właściwe w komunikacji urzędowej.  

 „Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna” – pisał Adam Mickiewicz, a słowa te do dziś nie straciły na aktualności.

26.02.2021

Internet

W jednym z moich ostatnich felietonów pojawiło się słowo internet pisane małą literą. Zaniepokoiło to czytelnika, który zapytał  w komentarzu pod tekstem: „Zgodnie z jaką zasadą pisze Pani małą literą rzeczownik ,,Internet"? Na wielu stronach internetowych spotkałem się z pisownią tego rzeczownika dużą literą. Poza tym program Word podkreśla na czerwono słowo ,,Internet" napisane małą literą, tym samym traktując napisany w ten sposób wyraz jako błąd”.

Doskonale rozumiem te wątpliwości, bo mnie samej zajęło sporo czasu, by przestawić się z wielkiej na małą literę. Jednak gdy śledzę opinie językoznawców formułowane w różnych słownikach i poradniach językowych, to dochodzę do wniosku, że internet jest ortograficznie bardzo kłopotliwym wyrazem. W „Wielkim słowniku poprawnej polszczyzny” PWN z 2004 r. jest notowana tylko pisownia od wielkiej litery w znaczeniu ‘sieć komputerowa’. Podobną opinię sformułowano w „Słowniku poprawnej polszczyzny” wydanym w tym samym roku przez Świat Książki. Jej autor, Jan Grzenia, dowodził, że Internet jest nazwą własną, dlatego może być pisany tylko wielką literą, i że nie zna powodów, które uprawniałyby do uznania tego wyrazu za pospolity.

Ale w słownikach ortograficznych z początku lat dwutysięcznych pisownia tego hasła jest już zróżnicowana. W „Wielkim słowniku ortograficznym” PWN przeczytamy, że Internet to ‘globalna sieć komputerowa’, a internet to samodzielna sieć lub fragment Internetu’. W „Słowniku ortograficznym języka polskiego” wydanym w wydawnictwie Wilga Internet to ‘nazwa własna systemu’, a internet to ‘każdy system łączności komputerowej’. Nie wiem, jak moi Czytelnicy, ale ja nie rozróżniam tych pojęć, a zwłaszcza nie potrafię sobie wyobrazić „fragmentu Internetu”. Pewnie i dla innych piszących ten niuans znaczeniowy jest trudny do opanowania (i zastosowania), bo coraz częściej piszą internet od małej litery. Niektórzy argumentują, że internet to medium na podobieństwo telewizji, radia, prasy, a to są nazwy pospolite, pisane małą literą. Być może jest to argument nienaukowy, ale na pewno zdroworozsądkowy.

Jest jeszcze jedna przesłanka, by pisać internet małą literą. Na stronie Rady Języka Polskiego już w 2001 r. pojawiła się taka interpretacja:  „Internet to nazwa własna sieci informatycznej i dlatego, jak każda nazwa własna, jest pisany dużą literą. Jak jednak wiadomo, nazwy własne czasami zaczynają żyć swoim życiem i stają się nazwami pospolitymi – odnoszą się wtedy do wszystkich obiektów danego typu. Tak było np. z walkmanem (pierwotnie przecież był to odtwarzacz firmy Sony) i z adidasami. Słowo internet po jakimś czasie zaczęło nazywać każdą sieć informatyczną – w tym znaczeniu jest pisane małą literą”.

Trafnym podsumowaniem całej dyskusji może być komentarz innego czytelnika mojego felietonu: „Śpieszę donieść, że pisownia małą literą jest już tak rozpowszechniona, że nawet jeśli jest to niepoprawne, to jest to już raczej proces nieodwracalny”. Słuszna uwaga, wszak to zwyczaj językowy kształtuje normę, także ortograficzną, a słowniki stopniowo tę powszechną praktykę sankcjonują.

Używamy plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość. Kontynuując korzystanie z naszej strony, zgadzasz się z naszą polityką dotyczącą plików typu cookies.