Językowa corrida

25.11.2022

Kto rządzi językiem?

Odpowiedź na tytułowe pytanie wydaje się prosta: językiem rządzą jego użytkownicy. Język jest bowiem tworem społecznym i istnieje tylko dlatego, że jest jakaś społeczność, która go tworzy i użytkuje. Językiem nie rządzą żadne instytucje, językoznawcy czy słownikarze, bo nikt nie ma mocy, by samodzielnie, w pojedynkę, kształtować język – własność całej wspólnoty.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że do różnych językowych instytucji: Rady Języka Polskiego, instytutów językoznawczych, poradni językowych przychodzą listy z prośbą, żeby „uznać” jakieś nowe słowo, „wprowadzić” je do słowników albo zmienić znaczenie już istniejącego. Ktoś wmyślił jakiś neologizm, który wydaje mu się niezwykle trafny, więc prosi językoznawców, by to słowo zapisać w słownikach. Ale w słownikach znajdują się tylko słowa faktycznie używane, utrwalone w języku ogólnym albo w odmianach specjalistycznych. Aby się jakiś neologizm upowszechnił i w końcu trafił do słowników, trzeba go używać tak często, by inni uznali go za trafny i potrzebny. Musi być utrwalony w języku mówionym i w tekstach pisanych, a wtedy ma szansę na to, by go leksykografowie zauważyli i zanotowali w słownikach.

W ubiegłym roku w plebiscycie na Młodzieżowe Słowo Roku jury przyznało wyróżnienie neologizmowi odciszyć się używanemu w czasie zdalnej edukacji przez młodzież (a może i przez nauczycieli) w znaczeniu ‘ponownie włączyć głośnik’: „Kiedy się już wyciszyliśmy, czyli wyłączyliśmy mikrofon na platformie zdalnej, wtedy może zajść potrzeba, żebyśmy się z powrotem odciszyli” – objaśniano w uzasadnieniu. Słowo zostało wtedy uznane przez młodzież i przez jury za trafne i potrzebne. Ale czy dziś jest jeszcze używane? Na pewno nie na tyle często, by mogło trafić do słowników. Więc nawet pozytywna opinia fachowców nie zapewnia „wprowadzenia” słowa do języka, jeśli jego żywot jest krótki.

Czasem ktoś ubolewa, że jakieś słowo jest niewłaściwie używane. Na przykład słowo technologia bywa używane zamiast słów technika albo informatyka, więc zatroskany użytkownik prosi językoznawców o interwencję. Jak mielibyśmy interweniować? U kogo? Znaczenia słów kształtują się w użyciu. Jeśli nie chcemy, by słowo się rozpowszechniło, to go nie używajmy! Językoznawcy ostrzegali przed niezgodnym z tradycją użyciem słowa dedykowany w znaczeniu ‘przeznaczony’. I co? Ostrzeżenia nie poskutkowały, bo Polacy pokochali anglicyzm dedykowany („dywaniki dedykowane do samochodu”) i je w tym nowym znaczeniu w takim stopniu utrwalili, że już je notuje „Wielki słownik języka polskiego” PAN.

A jeśli ktoś językoznawców pyta, czy może „samodzielnie wprowadzić do języka użytkowego” jakieś wymyślone przez siebie słowo, to odpowiadamy, że może, bo każdy ma prawo do językowej kreatywności. Czy jednak będzie ono powszechnie używane, zależy od tego, czy się innym spodoba. Bo to my rządzimy słowami i od nas zależy kształt naszego języka.

18.11.2022

Więc jeszcze raz…

Podczas dyskusji na temat szyku wyrazów w zdaniu jedna ze słuchaczek zadała mi pytanie: Czy to prawda, że spójnik więc nie może stać na początku zdania podrzędnego? Zdumiałam się, bo nigdy nie słyszałam, żeby ów spójnik miał takie ograniczenia składniowe. Ale gdy spytałam o to znajomą redaktorkę, okazało się, że w jej wydawnictwie też przestrzega się zasady niestawiania więc na początku zdania podrzędnego.

Tymczasem w „Wielkim słowniku poprawnej polszczyzny” PWN w haśle więc czytamy: ‘spójnik wprowadzający zdanie podrzędne’. Podane cytaty nie pozostawiają wątpliwości co do jego miejsca w zdaniu: „Było gorąco, więc szybko się zmęczyliśmy”; „Przyjdę później, więc będę krócej”. Zatem odpowiedź na wątpliwości słuchaczki jest jedna: to nieprawda, że spójnik więc nie może rozpoczynać zdania podrzędnego.

Sformułujmy jednak to pytanie inaczej: Czy spójnik więc może stać w innym miejscu niż na początku zdania podrzędnego? Oczywiście! W polszczyźnie szyk wyrazów jest swobodny, możemy je prawie dowolnie przestawiać w zależności od intencji: „Rozpadało się na dobre, postanowiliśmy więc wrócić do hotelu”; „Wychodził rano, wracał wieczorem, wiele godzin spędzałyśmy więc z córką same”. Gdyby w obu tych zdaniach spójnik więc rozpoczynał człon podrzędny, to też nie byłoby w nich błędu składniowego.

Bardzo ciekawy przykład ilustrujący możliwości spójnika więc podała korespondentka poradni językowej PWN. Zdanie brzmiało tak: „Ponieważ więc na wielkanocnym stole królować będzie szynka, niech nie zabraknie i chrzanu”. Wątpliwości korespondentki dotyczyły szyku tego zdania i miejsca spójnika więc. Z uzyskanej odpowiedzi wynikało, że więc łączy to zdanie z poprzednim (które jednak nie zostało przytoczone), zatem jest zbudowane poprawnie. Wniosek z tego, że spójnik więc może zajmować w zdaniu takie miejsce, na jakim chcemy go umieścić.

I oczywiście może rozpoczynać każde zdanie! Także to, które nie jest poprzedzone innym (chociaż mamy w głowie szkolną przestrogę, że „zdania nie zaczyna się od więc”). Zwykle zdania nie pojawiają się w oderwaniu od kontekstu, nawet jeśli ów kontekst jest oddalony. Szef może swoich pracowników powitać rano słowami: „A więc postanowione”, nawiązującymi do odległej w czasie dyskusji. „A więc wojna!” – to pierwsze słowa specjalnego komunikatu radiowego wygłoszonego 1 września 1939 roku. Gdy więc uczeń rozpoczyna zdanie od więc czy od a więc, to prawdopodobnie też nawiązuje do wcześniej omówionych treści.

Wniosek z tego taki, że jeśli wyraz więc jest spójnikiem sygnalizującym wynikanie, to może w tej funkcji zajmować różne miejsca w zdaniu. A jeśli jest partykułą modyfikującą sens zdania, to tym bardziej: „Chciałbym się z wami pożegnać. – A więc do zobaczenia za miesiąc”. Jednak w gruncie rzeczy jest nam obojętne, czy to spójnik, czy partykuła. Po prostu lubimy słowo więc.

10.11.2022

Wołacz nazwisk

Bodaj najbardziej kontrowersyjnym przypadkiem jest wołacz, bo wciąż wchodzi w jakieś gramatyczne konflikty: nie używamy go, gdy trzeba, albo używamy, gdy nie trzeba.

A to zastępujemy go mianownikiem i zamiast: Elu, podaj mi książkę, mówimy: Ela, podaj mi książkę. A to stosujemy tam, gdzie potrzebny jest mianownik: Krzysiu przyszedł, Teściu zaprasza na kolację zamiast Krzysio (Krzyś) przyszedł, Teść zaprasza na kolację. A już z wołaczem nazwisk to prawdziwy galimatias, bo nie wiemy, czy go tworzyć, czy też wystarczy w funkcji wołacza użyć formy mianownikowej. Tyle pytań, a odpowiedzi głęboko ukryte w słownikach i poradnikach.

Wszystko przez to, że wołacz, choć traktowany jak inne przypadki, faktycznie stoi poza zdaniem i nie wchodzi z wyrazami w związki składniowe, nie podlega więc rygorom gramatycznym. Jest formą ekspresywną, a jej zadaniem jest oznaczanie osób lub rzeczy, do których się zwraca osoba mówiąca: Litwo!, ojczyzno moja!, Panie pośle!, Kochana Babciu! itp.

Czy nazwiska przybierają formę wołacza? Tak, ale współcześnie jest to forma równa mianownikowi: panie Nowak!, Anno Kowalska!, Janie Wójcik!. Niegdyś tworzono wołacz od nazwisk kobiet: pani Ziębowo!, panno Nowakówno!. Dziś są to formy zapomniane. Także wołaczowa forma nazwisk męskich już zaginęła. Choć jeszcze w wydanym w 1958 roku „Słowniku poprawnej polszczyzny” Stanisława Szobera przy nazwisku Daniec podana jest wołacz Dańcze!, a nazwisko Lipka ma wołacz Lipko!, to już kilkanaście lat później Witold Doroszewski pisał, że „w funkcji wołacza panie Adamczyk brzmi swobodniej, naturalniej niż panie Adamczyku”.

Nie wiem zatem, skąd pesymistyczny ton w e-mailu przysłanym do uniwersyteckiej poradni językowej. Pani Arleta, autorka polskich tłumaczeń napisów filmowych, pisze w nim o alarmującym w jej odczuciu zjawisku, jakim jest wołacz nazwisk męskich, np. „Jamesie Bondzie, nie rób tego!”: „A dziś przeczytałam we „Wprost” zdumiewającą informację, z której wynikało, że premier Tusk zwrócił się do znanego Amerykanina per „Elonie Musku”. Okazało się jednak, że formę „Elonie Musku” przypisał mu tłumacz, bo cytat z Tuska był po angielsku”.

No właśnie, czy to przypadkiem nie była to jednorazowa inicjatywa tłumacza? Wołacz nazwisk bywa wykorzystywany ze względów stylistycznych. Można się żartobliwie zwrócić do kogoś: Ty mój Nowaku kochany!, można z przestrogą: Uważaj sobie, Wójciku!, można podniośle, jak Norwid: Coś ty uczynił ludziom, Mickiewiczu?. Wybór: mianownik czy wołacz zależy od intencji autora tekstu.

A zatem, choć forma wołacza nazwisk jest dziś tożsama z formą mianownika, to z różnych stylistycznych powodów możemy sobie taki wołacz utworzyć. Bo im więcej form gramatycznych, tym bogatszy nasz język.

04.11.2022

Zaopiekowany

Do uniwersyteckiej poradni językowej przyszedł e-mail następującej treści: „Jaką częścią mowy jest wyraz zaopiekowany? Czy ten wyraz jest poprawny?”.

Przyznam, że słyszałam już tę formę wyrazową, ale uznałam ją za czyjąś okazjonalną twórczość językową. Gdy jednak po pytaniu internauty zaczęłam poszukiwania, odkryłam, że forma zaopiekowany się upowszechnia i… prowokuje do dyskusji. Wypowiadają się o niej językoznawcy, dyskutują dziennikarze i internauci.

Co możemy o zaopiekowanym powiedzieć? Przede wszystkim to, że faktycznie jest formą okazjonalną, a ponadto niesystemową, nienormatywną. Okazjonalną – bo rzadko i nie przez wszystkich używaną. Niesystemową, bo niezgodną z systemem polszczyzny i w związku z tym nienormatywną, czyli nieakceptowaną przez normę językową.

Wyraz zaopiekowany jest zbudowany jak imiesłów przymiotnikowy bierny zakończony na -ny. Takimi imiesłowami są na przykład: kochany utworzony od czasownika kochać, malowany od malować, śpiewany od śpiewać. Jednak zaopiekowanego nie można uznać za imiesłów bierny z dwóch powodów.

Po pierwsze, imiesłowy zakończone na -ny tworzymy od czasowników łączących się z rzeczownikami w bierniku: Kocham (kogo co?) mamę, Maluję (kogo, co?) ścianę. Natomiast czasownik zaopiekować się wchodzi w związek z narzędnikiem: Muszę zaopiekować się (kim, czym?) dziećmi. Od czasowników rządzących narzędnikiem w zasadzie nie tworzy się strony biernej, choć są wyjątki, które przytacza Mirosław Bańko w poradni językowej PWN: Królowie rządzili państwem i Państwo było rządzone przez królów. Jeśli jednak czasownik ma w swoim składzie cząstkę się, to nie powinien jej gubić w trakcie zamiany na stronę bierną – dowodzi profesor.  

Po drugie, stronę bierną tworzą tylko czasowniki przechodnie, np. Kocham Jana – Jan jest kochany, Piszę list – List jest pisany. Słowa opiekować się, zaopiekować się nie są formami przechodnimi, bo choć powiemy: Opiekuję się babcią, to nie powiemy: Babcia jest przeze mnie opiekowana, a ta sama reguła dotyczy formy zaopiekować się. Tak więc na pytanie internauty o poprawność formy zaopiekowany odpowiadam: nie jest poprawna.

Są jednak powody, by słowa zaopiekowany nie potępiać. Jest ekonomiczne, gdyż jednym wyrazem zastępujemy wyrażenie trzyelementowe: (być) pod dobrą opieką. Wzbogaca możliwości stylistyczne języka, jak w cytacie z powieści „Plac zabaw” Marka Kochana: „Wielkie dzięki, szepnąłem, stając obok niej, blisko. No coś ty, przecież musimy sobie pomagać, Izabela ścisnęła dłonią moje przedramię, w tym jej ‘my’ poczułem się dogrzany, zaopiekowany, skolektywizowany, nie sam”.

Słowa zaopiekowany, zaopiekowani już żyją swoim życiem! Są ekonomiczne, poręczne, dzięki temu wchodzą w skład nazw własnych, np. Zaopiekowani – systemowe wzmacnianie potencjału opiekuńczego rodzin (nazwa projektu), www.zaopiekowani.pl (nazwa strony internetowej). Jeśli jednak kogoś rażą, to niech tych form nie używa i nie przykłada się do ich utrwalenia.

28.10.2022

Kasłać czy kaszleć?

Dzień dobry, pani doktor. Dzieci zaczęły dziś kasłać. - A kaszel suchy czy mokry? - Nie wiem. - Nie szkodzi. Na oba polecam ten sam syrop…” – reklama o takiej mniej więcej treści pojawia się ostatnio w mediach.  Pomińmy osobliwą logikę przekazu i skupmy się na formie czasownika kasłać.

Wiele osób, zwłaszcza młodych, zastanawia się, co to za forma, skąd się wzięła i „kto tak dziś mówi!?”. Gdy jednak zajrzymy do współczesnych słowników języka polskiego, to odnajdziemy czasownik kasłać, a obok niego czasowniki kaszleć i kaszlać. Wszystkie formy są poprawne, ale korpusy języka polskiego potwierdzają, że najczęściej używamy formy kaszleć, rzadziej kasłać, a najrzadziej kaszlać.

W polskich czasownikach dwa, a nawet trzy tematy fleksyjne (czyli część wyrazu powtarzająca się podczas odmiany) nie są żadną osobliwością. Czasownik pisać ma dwa tematy: pisz- i pis-: piszę, pisał. Podobnie karać i gwizdać: karz-ę i kar-ał, gwiżdż-ę i gwizd-ał. Niektóre czasowniki mają aż trzy tematy: mle-ć, miel-ę, mełł-em; ple-ć, piel-ę, pełł-em. Takie gramatyczne bogactwo trochę nas przytłacza, stąd zanik form bezokolicznikowych mleć, pleć i form czasu przeszłego: mełłem, pełłem. Podobnie dzieje się z formą kasłać i jej tematem fleksyjnym kasł-, nad którą dominuje forma kaszleć z tematem kaszl-.

To, że bezokoliczniki: kaszleć, kasłać, kaszlać są poprawne, nie znaczy, że wszystkie tworzone od nich formy są akceptowane. Nie mówimy kaszlam, tylko kaszlę, nie mówimy też kaszlasz, tylko kaszlesz. A poza tym – wybieramy do woli! Od czasownika kaszleć tworzymy takie formy: kaszlę, kaszlesz, kaszl albo kaszlaj, kaszle, kaszlemy, kaszlą albo kaszlają, kaszlali albo kaszleli. Od kaszlać: kaszlę, kaszlesz, on kaszla, my kaszlamy. Od kasłać: kasłam, kasłasz, kasłaj, on kasła.

Jednak tendencja w języku jest taka, że im większy mamy wybór, tym bardziej się ograniczamy. Z bogactwa tematów czasownika mleć: mle-, miel-, mełł- został w użyciu tylko temat miel-, od którego tworzymy dziś i bezokolicznik: mielić, i czas teraźniejszy: mielę, i czas przeszły: mieliłam. To samo dotyczy czasownika pleć, dzisiaj pielić, pieliłam. A czasownik słać używany jest obecnie częściej w znaczeniu ‘posyłać; wyprawiać, kierować kogoś dokądś’, niż w znaczeniu ‘rozkładać na czymś pościel, rozściełać’. To drugie znaczenie przejął czasownik ścielić, który powstał na podobnej zasadzie jak mielić: formy czasu teraźniejszego: ścielę, ścielesz, ściele zaczęły dominować nad bezokolicznikiem słać i nad formami przeszłymi: słałam, słałaś, słał. Dziś znacznie częściej powiemy ścielić, pościeliłam, pościelił.

I tak to nasz zwyczaj językowy kształtuje zasób gramatyczny i leksykalny polszczyzny. Trochę żal tych wyrazów, które – nie używane – pozostaną jedynie w słownikach. Czasownikowi kasłać już się dziwi młodsze pokolenie Polaków, ale może dzięki reklamie tak szybko o tej starszej formie nie zapomnimy?

21.10.2022

O grzeczności

Polska grzeczność językowa oparta jest na dwóch podstawowych zasadach: okazywanie szacunku partnerowi dialogu i zainteresowanie ważnymi dla niego sprawami. W praktyce może to wyglądać na przykład tak: Dzień dobry, panie sąsiedzie! Jak kolano? Wciąż boli?.

Zachowania grzecznościowe muszą być symetryczne. Na każde dzień dobry trzeba powiedzieć: dzień dobry, na każde dziękuję zareagować: proszę bardzo, a na każde przepraszam odpowiedzieć: nic nie szkodzi (albo podobnie). Wszyscy te zasady znamy, a repertuar środków językowych wyrażających uprzejmość jest bardzo bogaty.

Wybór form grzecznościowych zależy od sytuacji komunikacyjnej i rodzaju relacji między partnerami dialogu. W sytuacji oficjalnej jesteśmy zobowiązani do używania neutralnych form językowych: dzień dobrydziękujęprzepraszam. W sytuacji nieoficjalnej, możemy sobie pozwolić na swobodniejsze formy: cześćdziękiwybacz. Ale nawet w mniej oficjalnych okolicznościach musimy zwracać uwagę na wiek rozmówcy, płeć czy stopień znajomości, bo „Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna” – jak pisał Adam Mickiewicz. Do starszej osoby zwracamy się: proszę panipani sąsiadko, a do młodszej możemy powiedzieć: pani Anno, a nawet pani Aniu, jeśli różnica wieku bądź stopień zażyłości są większe.

Na ty zwracamy się do tylko dzieci, a do siebie mówimy tak jedynie wtedy, gdy się bliżej znamy albo gdy tworzymy grupę koleżeńską, zwłaszcza młodą. Zwracanie się na ty do osób obcych lub nieznanych jest niewłaściwe, nieuprzejme, niegrzeczne. Bardzo krępujące są  rozmowy pani Magdy Gessler z bohaterami jej programów, w których gospodyni zwraca się do uczestników na ty, podczas gdy oni mówią do niej: pani Magdo.

Na własnej skórze poczułam to, co mogą odczuwać bohaterowie „rewolucji”, gdy ekspedientka w sklepie zwróciła się do mnie słowami: Chcesz przymierzyć ten sweterek?. Spojrzałam na nią w napięciu, bo może to moja jakaś dawno niewidziana koleżanka… Ale nie, widzę panią po raz pierwszy, tym bardziej nie rozumiem, dlaczego zwraca się do mnie na ty. I pomyślałam z żalem, że przez niewłaściwy dobór form słownych żadna z nas nie osiągnęła celu: ona niczego nie sprzedała, a ja niczego nie kupiłam, bo skrępowana kuriozalną sytuacją szybko sobie poszłam. A wystarczyło użyć neutralnych w tej sytuacji zwrotów grzecznościowych: Czy mogę pomóc?, Może mogłabym coś doradzić? itp.

W kolejnych sklepach centrum handlowego było jeszcze bardziej zdumiewająco: Kochanie, co podać?; Dobrze leży ta kurteczka, Kwiatuszku; Kobieteczko, czego poszukujemy? (autentyczne!). Kwiatuszku, kochanie, kobieteczko to słowa z przestrzeni intymnej, niedopuszczalne w stosunku do obcej nieznanej osoby! Nawet jeśli używające ich panie miały dobre intencje, to ich zachowania nie sposób określić jako grzecznego.

Zostawmy więc pieszczoty słowne w domowym zaciszu i wybierajmy zwroty dostosowane do konkretnych sytuacji.

14.10.2022

Przylepki słowne

Napisała do mnie internautka w pewnej istotnej dla niej sprawie: „W mojej pracy pojawiła się koleżeńska kwestia sporna. Kolega twierdzi, że popełniam błąd językowy, gdy pytając o różne kwestie, dodaję na końcu wypowiedzi: czy co?. Pytam na przykład: Mamy rozdać te ulotki, czy co?, Idziemy do domu, czy co?, a kolega odpowiada: czy co. Czy taka konstrukcja wypowiedzi jest dopuszczalna?”.

Takie niby-pytania: czy co?, a także czy nie? stawiane na końcu zdania są charakterystyczne dla potocznych dialogów. Mają na celu podtrzymanie kontaktu, sprowokowanie reakcji rozmówcy. Jeśli stosujemy je świadomie, jeśli oczekujemy odpowiedzi, to nie ma w nich nic niewłaściwego. Jeśli jednak „mówią się same”, to znaczy, że potrzebujemy ich, by się upewnić, że jesteśmy razem w tej konwersacji, że nasz rozmówca coś odpowie albo chociaż kiwnie głową. Ale gdy tych niby-pytań jest zbyt dużo, gdy kończymy nimi co drugie zdanie, to nie jest dobrze. Wtedy bowiem zamiast na treści pytania partner dialogu skupia uwagę na tym nieszczęsnym czy co? i może odpowiedzieć trochę złośliwie: czy co, jak kolega naszej korespondentki.  

Niektóre osoby na końcu każdego zdania używają niby-pytania nie?, jakby chciały się upewnić, że rozmówca jest, że słucha, że nadąża za ich opowieścią. W zasadzie słowo „używają” jest tu niewłaściwe, bo zakłada pewną świadomą czynność. Tymczasem owo nie? również „mówi się samo”, jest językową przylepką, której zwykle nie zauważamy.

Przylepki słowne pojawiają się też na początku zdania, choć w nieco innej funkcji. Bodaj najczęstsze jest: wiesz co?, wiecie co?, wie pani co? jako odpowiedź na pytanie. Na przykład: – Jak się dziś czujesz? – Wiesz co, dużo lepiej! Albo w przychodni: – Kiedy przyjmuje internista? Wie pani co, w tym tygodniu przyjmuje w czwartek. Takie pseudopytania podtrzymują kontakt, ale jednocześnie dają nam czas na sformułowanie odpowiedzi. Podobnie opóźniająco działają dwa inne wyrażenia: to znaczy i powiem tak stawiane na początku zdania. - Czy ma pan jakieś nowe wiadomości? – To znaczy... dzwoniłem do Warszawy, ale nie udało mi się połączyć. Czyż nie przypomina to szkolnego „więc”, od którego zaczynaliśmy odpowiedź, a za które nauczyciel nas zawsze karcił (choć nie zawsze słusznie)?

Z powiem tak jest nieco inaczej. Zwykle słowa te wypowiadamy świadomie, sygnalizując, że za chwilę przekażemy myśl głęboką i starannie sformułowaną:  Podoba ci się ten nowy serial? Powiem tak: jest ciekawy, jednak mam do niego pewne zastrzeżenia. Jak widać i to wyrażenie pełni funkcję retardacyjną, opóźniającą właściwą wypowiedź.

Jeśli tych wszystkich konstrukcji słownych, znaczeniowo pustych, lecz praktycznie jakoś uzasadnionych, używamy sporadycznie, perswazyjnie albo żartobliwie, to nie widzę w nich niczego nagannego. Jeśli jednak używa się ich zbyt często, to dzieje się to ze szkodą dla jakości konwersacji, w której ważna jest i treść, i forma wypowiedzi.

07.10.2022

Co

Słówko co jest jednym z pracowitszych elementów polszczyzny. Może występować w wielu rolach i w różnych wypowiedziach: i starannych, i potocznych. Może być zaimkiem: Co to jest?, przyimkiem: Rachunki płacę co miesiąc, przysłówkiem: Wybierał co ciekawsze książki, spójnikiem: Co dwie głowy, to nie jedna, partykułą: Napracowałaś się, co?. W codziennej komunikacji taka szczegółowa wiedza gramatyczna nie jest nam potrzebna, choć dobrze ją sobie czasem przypomnieć.

Potocznie najczęściej używa się słówka co jako pytania. Trafnie tą rolę opisują autorzy „Innego słownika języka polskiego” pod redakcją Mirosława Bańki: „Pytamy mało uprzejmie: Co?, a niewiele uprzejmiej: Co proszę?, gdy chcemy osobie, która powiedziała coś, aby zwrócić naszą uwagę, dać znać, że jesteśmy gotowi jej słuchać: Marku. – Co? Jesteś tam? – A co? – To przyjdź tutaj”.  Albo gdy nie dosłyszeliśmy tego, co powiedział rozmówca, i chcielibyśmy, żeby to powtórzył: Zgaś światło. – Co? – Zgaś światło.

Nawiasem mówiąc, znam takie osoby, które na każdą skierowaną do nich wypowiedź reagują pytaniem: Co?, tak jakby nie usłyszały, co się mówi. Być może jedni nie słyszą, ale inni potrzebują owego co?, by zebrać myśli. Raczej nie warto ich naśladować...

Słowa co używamy w codziennej komunikacji w niepełnych wypowiedziach (tzw. eliptycznych): Co u ciebie?, Co z tobą?, Co tam?, Co z tego?, Mów, co i jak. W języku potocznym akceptowane jest też pytanie: Co chcecie?, jednak w wypowiedziach bardziej rozbudowanych, zwłaszcza starannych, trzeba użyć dopełniacza: Czego chcecie?, Czego wam brakuje?. I nie mówmy: Co się napijesz?, Co sobie życzysz? tylko: Czego się napijesz?, Czego sobie życzysz?.

Jeśli wyraz co? w funkcji pytajnej stawiamy w dopełniaczu: czego?, to musimy takie pytanie jakoś rozbudować: Czego oczekujesz?, Czego ci brakuje?. Samo czego? bez dalszego ciągu, jest uznane za niegrzeczne. Ale tylko w samotnym czego? możemy się doszukiwać podtekstów. Pytanie: Czego chcesz? jest poprawne gramatycznie i w zasadzie neutralne, choć, rzecz jasna, można je wypowiedzieć tak, by miało wrogi charakter.

Potocznie co może też zastąpić słowa dlaczego, czemu: Co ty taki wesoły jesteś?, Co jeszcze nie śpicie?. Słowo co może stać na początku zdania: Co, martwisz się? i na końcu zdania: Boisz się, co?. W obu pozycjach podtrzymuje kontakt i wzmacnia wypowiedź.

Słówko co jest składnikiem kontrowersyjnego wyrażenia póki co. Kontrowersyjnego dlatego, że choć dość popularne w języku potocznym, nie jest aprobowane w wypowiedziach starannych. Zarzuca się mu, że jest kalką rosyjskiego wyrażenia poka czto i że wypiera rodzime konstrukcje na razie i tymczasem. Element co nie jest w nim żadną z części mowy, wymienionych na początku felietonu. Z tych wszystkich powodów nie cieszy się względami użytkowników starannej polszczyzny.

30.09.2022

Każdy

Zaimek każdy jest słowem sygnalizującym, że to, o czym mowa, odnosi się do wszystkich bez wyjątku i że nie istnieje osoba, rzecz, sytuacja, których to nie dotyczy: Każdy człowiek ma prawo do miłości, Każdy gracz chciałby wygrać w totolotka.

Słowo każdy ma pewne ograniczenia gramatyczne i kontekstowe. Nie ma męskoosobowej formy mianownika liczby mnogiej. Nie mówimy: każdzi mężczyźni, każdzi posłowie¸ tylko wybieramy w tych połączeniach zaimek wszyscy: wszyscy mężczyźni, wszyscy posłowie. Dlaczego tak się dzieje? Trudno powiedzieć, po prostu forma każdzi nie utrwaliła się w zwyczaju językowym. Słowa każdy używamy niepoprawnie także wtedy, gdy mówimy: za każdą cenę zamiast za wszelką cenę, na każdy sposób zamiast wszelkimi sposobami, na każdy wypadek zamiast na wszelki wypadek

W liczbie mnogiej zaimek każdy może się łączyć z rzeczownikami nazywającymi jeden obiekt lub zbiór albo niemającymi liczby pojedynczej: Zachowujmy się przyzwoicie w każdych okolicznościach, Jest to okazja warta każdych pieniędzy, Pukał do każdych drzwi.  W języku potocznym każdy może zastępować rzeczownik, gdy mowa o ludziach: Każdy może wejść do muzeum, Każdy chciałby wypoczywać nad ciepłym morzemKażdy ma prawo głosu

Ograniczeniem dla zaimka każdy jest typ zdania. Każdy występuje tylko w zdaniach oznajmujących, natomiast w zdaniach zaprzeczonych musimy użyć zaimka żaden ‘ani jeden, nikt, wcale’: Słuchał uważnie każdego słowa swojego mistrza, żadnego słowa nie pominął; Każda informacja jest szczegółowo sprawdzana, żadnej informacji nie lekceważymy. Niefortunna wywieszka na drzwiach gabinetu lekarskiego: Lekarz kardiolog w każdy piątek nie przyjmuje powinna mieć taką formułę: Lekarz kardiolog w żaden piątek nie przyjmuje.

Z zaimkiem każdy popełniamy jeszcze inne błędy. W starannej polszczyźnie nie jest aprobowana forma każden¸ utworzona prawdopodobnie na wzór formy żaden. Jednak w „Słowniku języka polskiego” pod redakcją Witolda Doroszewskiego można przeczytać, że każden to forma przestarzała i że ma pochodzenie gwarowe. A jeśli gwarowe, to nie jest niepoprawna, ma tylko ograniczenia stylistycznie. Nieaprobowane jest też połączenie każdy jeden, choć przegląd cytatów literackich zamieszczonych w korpusie języka polskiego pokazuje, że piszący jakoś lubią to każdy jeden, być może dlatego, że w ich odczuciu wzmacnia wypowiedź.

A co z powiedzeniem w każdym bądź razie powstałym ze skrzyżowania dwóch wyrażeń w każdym razie i bądź co bądź? Odrzuca je norma wzorcowa, jednak w potocznej polszczyźnie jest bardzo popularne (na co wskazuje materiał umieszczony w korpusie języka polskiego). Ja go nie używam i innym odradzam, ale znam językoznawców bardziej wobec niego pobłażliwych.

23.09.2022

U

Podczas spotkania towarzyskiego rozgorzała dyskusja na temat formy czasownikowej ubogacić. Dyskutanci byli temu słowu niechętni, określali je jako dziwne i zbędne, zastępujące w sposób nieuprawniony czasownik wzbogacić. Uznali, że jest stylistycznie ograniczone, odnosi się tylko do bogactwa duchowego i jest właściwe tylko w odniesieniu do treści religijnych.

To racja, ale w praktyce zdarzają się mówiącym i piszącym stylistyczne wpadki. Artykuł prasowy Jana Miodka na temat języka motoryzacji redakcja opatrzyła tytułem: „Jak motoryzacja ubogaca polszczyznę”, w innym miejscu czytamy, że „Pojawiły się warsztaty dla babć i dziadków, aby wiedzieli, jak ubogacić życie swoim wnukom”. W obu tych cytatach czujemy stylistyczny zgrzyt, w obu bowiem lepsze byłoby neutralne słowo wzbogacić.

Podczas dyskusji o słowie ubogacić ktoś rzucił myśl, że przedrostek u- zamiast polepszać znaczenie wyrazu bogacić, faktycznie je pogarsza. U- bowiem niesie taką treść ‘odjąć część, zmniejszyć ilość, zmniejszyć rozmiar czegoś’: uciąć, udrzeć, ułamać, ukroić, urwać, umniejszyć. Jednak umniejszanie jest tylko jedną z funkcji znaczeniowych przedrostka u-, która „nie działa” w formie ubogacić. U- dodajemy także do czasowników niedokonanych, aby utworzyć czasownik dokonany o tym samym lub nieco zmienionym znaczeniu: ugotować, umyć, upiec, ukołysać, ukoić. Tworzymy z nim także słowa oznaczające – jak piszą autorzy „Innego słownika języka polskiego” – ‘zmniejszenie objętości przedmiotu przez zwiększenie jego zawartości’: uklepać (ziemię), uleżeć (Słoma uleżała się w sienniku). Z przedrostkiem u- tworzymy czasowniki określające znaczną intensywność czynności nazwanej przez czasownik niedokonany: ubawić się, uśmiać się, usmarkać się. Takim czasownikom zwykle towarzyszy zaimek się. U- tworzy też czasowniki od przymiotników i od rzeczowników: ubóstwiać, umuzykalnić, uniewinnić, uwiecznić, uzupełnić. Jak widać, u- jako przedrostek ma wiele możliwości słowotwórczych.

 Ale to nie wszystkie funkcje tytułowego u. Może być ono przyimkiem używanym w języku potocznym: Szyć sukienkę u krawcowej, Pisać doktorat u profesora, może też tworzyć konstrukcje książkowe: Czekać u drzwi, Lampa wisi u sufitu. W tych kontekstach częściej jednak wybieramy inne przyimki: koło, pod. A takie konstrukcje, jak: guzik u płaszcza, wisiorek u szyi, kwiatek u dekoltu kwalifikowane są już jako przestarzałe. Przyimek u jest w nich wypierany przez przyimki od, przy, na. U, zwykle wydłużane, może być też wykrzyknikiem: Uuu! Ale bałagan!.

Mnogość funkcji elementu językowego u, mogącego być przedrostkiem, przyimkiem, wykrzyknikiem (o byciu literą i samogłoską nie wspomnę) sprawia, że staje się on dla wielu osób atrakcyjny. Więc trochę rozumiemy wielbicieli słowa ubogacić, choć do naśladowania nie zachęcamy. Zamiast ubogacić lepiej – w zależności od kontekstu – wybrać trafniejsze odpowiedniki: naznaczyć, okrasić, opatrzyć, ozdobić, przyozdobić, upiększyć, urozmaicić, uświetnić, uzupełnić, wzbogacić, zilustrować. Taki zestaw form proponują autorzy dobrego słownika.pl.

Używamy plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość. Kontynuując korzystanie z naszej strony, zgadzasz się z naszą polityką dotyczącą plików typu cookies.