Językowa corrida

11.06.2021

Szanowni Państwo, Drodzy Przyjaciele

Tytułowe zwroty zwykle rozpoczynają tekst skierowany do jakiejś grupy osób. Tym tekstem może być tradycyjny list, e-mail albo mniej lub bardziej uroczysta mowa.

Zwrotem Szanowni Państwo zaczynam zwykle swoje wykłady akademickie, tak też się zwracam w e-mailu do studentów, gdy chcę im przekazać jakąś wiadomość. Do innych adresatów wypowiedzi mogę się zwrócić mniej oficjalnymi formułami: Drodzy Przyjaciele, Kochani Rodzice, Droga Basiu, Kochany Wojtku. Mam koleżankę, która pisząc do mnie, zawsze się zwraca słowami: Miła Ewo.

Przytoczone formuły adresatywne składają się z przymiotnika i z rzeczownika. To zasada, od której w kontaktach oficjalnych nie możemy odstąpić. Rozpoczynanie jakiegokolwiek oficjalnego tekstu pojedynczym przymiotnikiem jest niefortunne, ma bowiem w sobie coś nonszalanckiego. Dotyczy to zwłaszcza osamotnionego przymiotnika Szanowni.

Moda na taką skróconą oficjalną formułę jest prawdopodobnie odbiciem zwyczajów anglosaskich, nie ma jednak uzasadnienia w polskiej kulturze i w polskiej etykiecie. Słowa szanowni, szanowne, szanowny, szanowna należą do wysokiego rejestru polszczyzny, są zatem używane w tekstach o charakterze oficjalnym. A oficjalność zakłada dystans między uczestnikami kontaktu słownego.

Ów dystans osiągamy różnymi sposobami, na przykład stosując rozbudowane formuły: Szanowny Panie Dyrektorze, Szanowna Pani Profesor. Nawet w oficjalnej rozmowie można wydłużyć formułę grzecznościową, by dystans zachować i wyrazić szacunek do rozmówcy: Panie profesorze, czy zapoznał się już pan profesor z moją pracą doktorską? To nie jest konieczne, ale nie zaszkodzi, wszak grzeczności nigdy dość. Dlatego stosowanie skróconej formy w nagłówku tekstu: Szanowny, Szanowni nie jest aprobowane.

Podobne zasady dotyczą sformułowań w mniej oficjalnym, ale uroczystym typie kontaktu. Jeśli chcemy uhonorować adresatów, to piszmy: Drodzy Przyjaciele, Kochani Rodzice. W kontakcie nieoficjalnym, przyjacielskim, prywatnym, w listach do rodziny lub przyjaciół krótka formuła: Kochani albo Drodzy jest możliwa i stosowana. A nagłówek w liście miłosnym: Kochany wydaje się bardziej romantyczny niż Kochany Piotrusiu (jeśli ktoś jeszcze pisze dziś listy miłosne).

Każdy komunikat słowny jest osadzony w socjolingwistycznym kontekście. Od tego, do kogo i po co piszemy, zależy wybór środków językowych. Zdarzają się też sytuacje, gdy nie wiemy, kto będzie odbiorcą naszego listu bądź e-maila. Wtedy najlepiej zastosować uniwersalną i bezpieczną formułę Szanowni Państwo. Jeśli jednak czujemy, że  jest ona zbyt oficjalna, to dopuszczalne jest także Dzień dobry, które z języka mówionego przedostało się do listów elektronicznych. Jeśli się znamy, to możemy zacząć kontakt od Pani Anno, Panie Wojciechu. Nie widzę też nic nagannego w stosowaniu słowa Witam, jeśli dotyczy roboczych równorzędnych kontaktów.

Ważne jest, by stosować odpowiednią formułę powitalną (i pożegnalną). Jej brak świadczy o nieprzestrzeganiu zasad etykiety.

3.06.2021

Za grosz RiGCz-u! Ale cieszymy się IKEĄ!

Choć o skrótach i skrótowcach pisałam już niejeden raz, to wciąż pojawiają się nowe kwestie związane z ich użyciem. Wbrew pozorom te dwa pojęcia nie są tożsame, choć oba informują, że jakaś forma słowna w jakiś sposób została skrócona.

Skróty występują tylko w tekście pisanym, ale odczytywane są w pełnym brzmieniu. Studenci wpisują do indeksu skrócone nazwy tytułów naukowych swoich wykładowców i pilnują właściwie postawionych kropek: prof. dr hab., mgr, doc. Urzędnicy w różnych dokumentach stosują skróty kancelaryjnych sformułowań: ds., ww., jw., aa, a odbiorca odczytuje: do spraw, wyżej wymieniony, jak wyżej, ad acta. Skróty ekonomizują tekst pisany, który zajmuje na papierze lub na ekranie mniej miejsca. Ma to istotne znaczenie w tekstach o charakterze informacyjnym, ale w tekstach uroczystych powinniśmy skracania wyrazów unikać.

Skrótowce natomiast to samodzielne wyrazy powstałe z pierwszych liter nazwy wielowyrazowej. Ich zadaniem jest w syntetycznej formie przekazać treść rozbudowanej nazwy własnej. ZUS, PKO, PZU to skrótowce powszechnie znane. Inne są rozpoznawalne środowiskowo: ZBiLK ‘Zarząd Budynków i Lokali Komunalnych’, CPK ‘Centralny Port Komunikacyjny’, NCK ‘Narodowe Centrum Kultury’.

Skrótowce zachowują się w tekstach jak rzeczowniki, czyli przybierają różne formy gramatyczne: ZUS-u, ZBiLK-iem. Regułom odmiany podlega też skrótowiec IKEA, utworzony od pierwszych liter imienia i nazwiska założyciela firmy oraz nazw miejscowych z nim związanych. Chociaż w tekstach reklamowych i prasowych IKEA pojawia się głównie mianowniku, to nie ma przeszkód, żeby tę nazwę odmieniać: idziemy do IKEI, cieszymy się IKEĄ.

Jednak najwięcej kłopotów sprawia nam rodzaj gramatyczny skrótowców. Ustalamy go na dwa sposoby. Skrótowiec może mieć taki sam rodzaj, jak najważniejszy człon nazwy: ZUS jest rodzaju męskiego, bo to Zakład Ubezpieczeń Społecznych, CePeLiA żeńskiego, bo to Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego, a PWN nijakiego, bo to Państwowe Wydawnictwo Naukowe. Możemy też wziąć pod uwagę wymowę. Jeśli skrótowiec kończy się na spółgłoskę, to ma rodzaj męski, jeśli na samogłoskę -a, to żeński, a jeśli na samogłoski -o, -e, -i, -u, to nijaki.

Jak widać, są takie skrótowce, które mogą mieć dwa rodzaje: PiS – męski (bo zakończony na spółgłoskę) i nijaki (bo: prawo), PO – nijaki (zakończony na -o) i żeński (platforma), PSL – męski (zakończony na spółgłoskę) i nijaki (stronnictwo), NCK – żeński (bo w wymowie zakończony na -a) i nijaki (bo: centrum) To, jaki rodzaj wybierzemy, zależy od nas samych, ważne tylko, byśmy byli w swoich wyborach konsekwentni.

Nie tylko nazwy własne mogą mieć skróconą postać. W słownictwie młodzieżowym aż się roi od nietypowych skrótowców, ale mnie się szczególnie podoba żartobliwy RiGCz, czyli ‘rozum i godność człowieka’. Wymawia się go głoskowo i odmienia jak rzeczownik męski. Można nie mieć za grosz RiGCz-u, czyli być głupim i bezmyślnym. Albo mieć dużo RiGCz-u, być godnym i honorowym. Zachęcam do przejrzenia internetu, bo zawsze warto wiedzieć, o czym i jak nasza młodzież mówi i pisze.

28.05.2021

W międzyczasie

„Mam wątpliwość, jak i kiedy należy używać słowa międzyczas – pisze do poradni językowej Uniwersytetu Szczecińskiego pan Janusz.  – Pojęcie to oznacza czas zmierzony na pewnym etapie wyścigu podczas jego trwania, np. na kolejnym kilometrze albo okrążeniu toru. Dlatego w zdaniu: W międzyczasie z Chemikiem pożegnała się także kolejna ważna postać zamiast w międzyczasie napisałbym w tym samym czasie albo równocześnie. Znaczenie byłoby takie samo, a sformułowanie zręczniejsze. Ale może określenie w międzyczasie jest tu również poprawne?”.

Dwa wyrażenia, o których pisze nasz korespondent, należą do różnych rejestrów polszczyzny. Międzyczas to termin sportowy, w międzyczasie natomiast to wyrażenie potoczne, używane głównie w języku mówionym. I to ono, mimo że jest popularne, budzi zastrzeżenia użytkowników polszczyzny.

Skąd te wątpliwości? Pewnie z szacunku do normy językowej. Współczesna norma wyraża się o w międzyczasie wstrzemięźliwie, ale wcześniejsza norma je wręcz potępiała! W latach 60. XX wieku profesor Witold Doroszewski pisał, że to „rażący germanizm” i że już w kilkadziesiąt lat wcześniej Stanisław Szober opatrzył go w „Słowniku  poprawnej polszczyzny” „ostrzegawczym wykrzyknikiem”. Obaj wielcy językoznawcy zalecali użycie wyrażeń w tym czasie, tymczasem. Ale mimo to ludzie wciąż mówili w międzyczasie...

            Z powodu tego społecznego upodobania do wyrażenia w międzyczasie współczesna norma językowa zakwalifikowała je do potocznej odmiany języka. To znaczy, że w swobodnej rozmowie możemy powiedzieć: Rano mam wykłady, wieczorem idę do teatru, a w międzyczasie muszę zrobić zakupy. Nie można natomiast zastąpić nim wyrażeń tymczasem, w tym czasie. Za niepoprawne uznano sformułowanie: Zrobię pranie, a ty w międzyczasie posprzątaj, ponieważ sprzątanie odbywa się w tym samym czasie, co pranie.

To jasne i logiczne, tylko kto na co dzień w potocznych rozmowach rozważa, czy obie czynności, o których mówi, odbywają się w tym samym czy w różnym czasie? Jeśli ktoś ma w swoim osobistym słowniku wyrażenie w międzyczasie, to go po prostu w rozmowie używa. Pisząc, może je pominąć, ale nie musi, tak jak autor zacytowanego przez pana Janusza artykułu prasowego, pisanego potoczną polszczyzną. Ja nie mam do tego zdania żadnych zastrzeżeń.

Zalecane przez współczesną normę subtelne rozróżnienie wyrażeń w międzyczasie i w tym czasie jest możliwe, ale uciążliwe. Niektóre osoby, chcąc pozostać w zgodzie z normą, mówią: w tak zwanym międzyczasie albo: jak to Niemcy mówią – w międzyczasie. Czy jest to nam potrzebne? Absolutnie nie! Już dawno profesor Jan Miodek deklarował, że jest „za w międzyczasie”, a profesor Mirosław Bańko, autor „Słownika wyrazów trudnych i kłopotliwych”, dodawał: „Bez żadnych ale”.

I ja jestem „za w międzyczasie”, i też „bez żadnych ale”!

21.05.2021

Co nowego w wymowie?

O wymowie współczesnych Polaków na ogół mówi się źle: że niepoprawna, niestaranna, niechlujna. Trudno się zgodzić z takim uogólnianiem, bo chyba każdy zna kogoś, kto mówi pięknie i poprawnie. Ale znamy też osoby, których wymowa nas denerwuje: bo akcent nie taki, bo intonacja irytująca, bo głoski dziwnie brzmią albo nie brzmią wcale. Tymczasem sposób wymawiania głosek i grup głoskowych podlega regułom normy językowej, tak jak odmiana wyrazów czy budowa zdania.

Norma fonetyczna jest dwupoziomowa: wzorcowa (staranna) i swobodna (potoczna). W sytuacjach oficjalnych, w których zależy nam na pozytywnym wizerunku, wymawiamy wyrazy starannie, na przykład: [jabłko], [stszał], [tszeba], [d-żeć]. W sytuacjach codziennych, koleżeńskich możemy mówić swobodniej: [japko],[szczszał], [czszeba], [dż-żeć]. Mówiąc starannie, uwzględniamy wyjątki w akcentowaniu wyrazów: [pisaliśmy], [czytalibyśmy], [fizyka], [dziewięćset]. Mówiąc swobodnie, możemy ujednolicić akcent i stawiać go na przedostatniej sylabie wyrazu: [pisaliśmy], [czytalibyśmy], [fizyka], [dziewięćset].   

Jakość wymowy zależy też od tempa mówienia. Gdy mówimy wolno i starannie, wymawiamy wszystkie głoski, na przykład: [koalicja], [powiedziałam], [zoo], [sobie], [słuchaj]. Gdy mówimy szybko, nastawiamy się tylko na przekaz informacji, a zaniedbujemy jakość wymowy: [kalicja], [powiedziaam], [zo], [se], [suchaj].

Norma fonetyczna jest zmienna, tak samo jak norma gramatyczna czy leksykalna. Akceptuje zanikanie nosowości w wymowie samogłoski nosowej „ę”, zwłaszcza na końcu wyrazu, dlatego można (a nawet trzeba) mówić [prosze cie]. W środku wyrazu musimy jednak tę nosowość uwzględniać, a mówienie [bede] zamiast [będe] jest niepoprawne. Warianty wymowy widać też w słowie [plastyk], [plastik], co doprowadziło do zróżnicowania znaczeniowego tego słowa. Nowością wymawianiową jest akceptacja miękkości głoski „cz” w słowie [czipsy], dotąd w polszczyźnie niewystępującej.

Trzeba też odnotować nowe zjawisko fonetyczne. Pisze o nim pan Jan, korespondent poradni językowej US: „Słyszałem, jak młoda dziewczyna, rozmawiając z koleżanką, miękkie spółgłoski „ś”, „ć”, „ź”, „dź” wymawiała twardo. Dotyczy to także spółgłosek „s”, „c”, „z”, „dz” ze zmiękczającym „i” po nich. Nie była to nawet tzw. wymowa półmiękka, charakterystyczna dla osób pochodzących z Podlasia. To nie było: ś', ć', ź', dź', lecz raczej: sj, cj, zj, dzj. Zauważyłem, że taka wymowa charakterystyczna jest dla młodych kobiet niezależnie od miejsca urodzenia i zamieszkania. Zastanawiam się, czy stoi za tym biologia, jakieś naśladownictwo czy niedbałość fonetyczna”.

Językoznawcy też się nad tą artykulacyjną przypadłością młodych kobiet zastanawiają. Zgodnie z normą fonetyczną w wyrazach rodzimych i przyswojonych „ś”, „si” artykułujemy miękko: [śnieg], [siano]. W wyrazach obcych owo „si”  wymawiamy twardo: [sinus], [sigma]. Nie wiadomo więc, czy to, że młode dziewczyny wymawiają owe głoski jakoś pośrednio, jest kwestią biologii, mody czy po prostu robotą dla logopedy. W każdym razie takiej wymowy nie popieramy.

14.05.2021

Ciężko powiedzieć

I oto niespodziewanie ożyła dyskusja wokół tytułowego zwrotu, który wielu osobom się podoba i równie wielu nie podoba. A wszystko za sprawą tegorocznej matury, na której w części językowej należało odpowiedzieć na pytanie: „Czy zwrot ciężko powiedzieć zasługuje na potępienie?”. To pytanie postawiłam ja sama, bo jestem autorką tego artykułu.

Nie  ukrywam, że się trochę swoim tekstem naraziłam nauczycielom i wykładowcom akademickim tudzież innym użytkownikom starannej polszczyzny. Nie potępiłam bowiem jednoznacznie wyrażenia ciężko powiedzieć, choć go potępia norma polszczyzny wzorcowej. Starałam się natomiast zrozumieć powody jego popularności. Podobne połączenia, na przykład ciężko znaleźć, ciężko wskazać, uznaje się za językowe natręty, wypierające związki z trafniejszymi przysłówkami: trudno, niełatwo, niezręcznie, mozolnie, męcząco.

Moda na wyrażenia z przysłówkiem ciężko wynika z potrzeby słownego potęgowania emocji. Mamy skłonność do intensyfikowania i wyolbrzymiania własnych przeżyć, do mówienia: Strasznie mi zimno, To był niesamowicie ciekawy film, W galeriach jest potwornie tłoczno, Masakrycznie boli mnie ząb i tym podobnie, nierzadko bardziej dosadnie. Stąd też się bierze potrzeba podkreślana „ciężkości” każdego przedsięwzięcia: ciężko rozstrzygnąć, ciężko zrobić, ciężko się spotkać.

Jednak przyczyna nadużywania przysłówka ciężko jest jeszcze głębsza. Okazuje się, że ma on wiele znaczeń dosłownych i przenośnych i że łączy się z wieloma czasownikami. Ciężko to ‘z dużym ciężarem; powolnie, ociężale, bezsilnie, bezwładnie; bardzo mocno, dotkliwie, surowo, srodze, okrutnie; źle, smutno, ponuro, przygnębiająco; z głuchym odgłosem, głośno’. Jest ciężko, gdy coś ciąży, jest brzemieniem, jest trudne do zrobienia, do udźwignięcia, do wykonania: ciężko się ubrać, ciężko coś przeżywać, ciężko znosić samotność, ciężko myśleć. Komuś może być ciężko, gdy coś dźwiga, gdy ma kłopoty, gdy źle mu się powodzi – słowem – gdy żyje mu się ciężko. „Uniwersalny słownik języka polskiego” pokazuje, że przysłówek ciężko może się łączyć aż z 31 czasownikami! Można na przykład ciężko chodzić, usiąść, odpokutować, zgrzeszyć, zawinić, obrazić, dyszeć, dudnić, brzmieć, doświadczyć, wzdychać, ranić, chorować. Trudno się więc dziwić, że do tego licznego i otwartego zbioru próbuje dołączyć czasownik powiedzieć.

Być może atrakcyjność przysłówka ciężko wynika z poczucia, że oto dźwigamy jakiś życiowy ciężar, że ciężko jest żyć, ciężko pracować, ciężko oddychać. Niektórzy mają nawet „ciężki orzech do zgryzienia”, co jest oczywiście nieakceptowalną modyfikacją utrwalonego powiedzenia (wszak orzech jest twardy, nie ciężki).

Warto jednak sobie uświadomić, że nadużywanie przysłówka ciężko eliminuje z naszego osobistego słownika przysłówek trudno i rzeczowniki, od których pochodzi: trud, trudność. Słowa te zawierają w swym znaczeniu pewien element aktywności człowieka zmagającego się z życiowymi trudnościami. Tego śladu aktywności, panowania nad sytuacją nie mają w sobie słowa ciężko i ciężar, które nas tylko przygniatają...

Może byłby to dobry argument, by jednak nie ulegać modzie i nie upowszechniać zwrotu ciężko powiedzieć.       

07.05.2021

Chłopak od sąsiadów

„Językoznawczynie i Językoznawcy, proszę o napisanie felietonu, artykułu, w którym załatwią Państwo sprawę przyimka od w konstrukcjach: filmy od Netflixa, kredyt od banku!”– taki apel wystosowała na Facebooku znajoma osoba.

Przyznam, że dotąd nie zauważyłam rozprzestrzeniania się tej nietypowej konstrukcji składniowej, ale dyskusja pod apelem pokazała, że to realny problem: „Mój Jasiek kupił buty od adidasa i wypił sok od Tymbarka”, „Uczniowie używają konstrukcji: wiersz od Mickiewicza, powieść od Prusa”, „I jeszcze synowie od matek i mężowie od żon”, „I brat od mojego kolegi”. Zrazu pomyślałam, że to może tylko młodzieżowy „wynalazek”, ale nie! W różnych tekstach medialnych, reklamowych i marketingowych znalazłam: kredyt od banku, telefon od Apple, laptop od Lenovo, żelazko od Rowenta, usługa od Google.

Problem jest nowy, więc i analiz mamy niewiele. W poradni językowej PWN Mirosław Bańko konstrukcję usługa od Google łączy z obowiązującą w marketingu zasadą nieodmieniania nazw firmowych: „Zamiast Nowa usługa od Google lepiej by było powiedzieć Nowa usługa Google'a, ale skoro np. IKEA ma politykę nieodmieniania swojej nazwy na całym świecie, to może właściciel nazwy Google też nie chce, aby ją odmieniano. W formie nieodmienionej ostatnie zdanie brzmiałoby jednak niezręcznie i mało zrozumiale: czy Nowa usługa Google to usługa oferowana przez Google, czy może usługa o nazwie Google? (…)Zresztą można by chyba to od odczytać przychylniej: Nowa usługa od Google brzmi jak prezent od Google. Czy nie lubimy dostawać prezentów?”.

Mniej wyrozumiała jest Katarzyna Kłosińska: „Konstrukcje typu laptop od Lenovo, lalka od Mattel, szampon od Garnier są błędne. Są to kalki z języka angielskiego, lecz nie za to ich nie lubimy – głównym powodem jest to, że przyimka od nie stosuje się w połączeniu z nazwami firm, instytucji itd., lecz jedynie z nazwami osobowymi, i to wyłącznie wówczas, gdy w domyśle (lub w tekście) mamy czasownik dostać, otrzymać”.

Słusznie! Prezent od mamy, list od Kasi to konstrukcje zgodne z normą. Ale w zwyczaju językowym akceptujemy także pączki od Bliklego i lody od Marczaka, bo nazwą firmy jest nazwisko właściciela (choć nie mówimy: czekolada od Wedla czy krem od Eris). Rozstrzygający jest więc zwyczaj językowy, zgodnie z którym akceptujemy też garnitur od Armaniego i buty od Prady, utrwalone się w języku potocznym.

Warto także zwrócić uwagę na podobieństwo typów konstrukcji: normatywnej – chłopak od sąsiada, zwyczajowej – buty od Prady i innowacyjnej – filmy od Netflixa. Przyimek od łączy się w nich nazwami własnymi: Adidas, ING, CCC, Netflix, Prada, Blikle, Mickiewicz, Prus, albo z rzeczownikiem osobowym użytym w funkcji nazwy własnej: sąsiad, kolega, dozorca.

Zatem na konkretne pytanie, czy akceptować księgowego od ING albo wiersz od Mickiewicza odpowiadam: nie akceptować, nie używać, tylko obserwować, w którym kierunku się ta tendencja rozwinie. Może to jedynie chwilowa moda, a może rzeczywista potrzeba stosowania wyrazistych konstrukcji przyimkowych.

30.04.2021

Jaki czy który

Często nachodzą nas wątpliwości, czy zdanie podrzędne trzeba rozpocząć od zaimka który, czy od zaimka jaki. Czy lepsze jest zdanie: „Chciałabym kupić sweter, który widziałam na wystawie”, czy może: „Chciałabym kupić sweter, jaki widziałam na wystawie”? Czy są jakieś zasady regulujące użycie zaimków względnych jaki i który?

Są! Znajdziemy je w „Wielkim słowniku poprawnej polszczyzny” PWN pod redakcją Andrzeja Markowskiego w opisie hasła który:  „Jeżeli w poprzedzającym kontekście można użyć zaimka ten, następuje po nim zaimek który. Np.: Wybraliśmy tego kandydata, który (nie: jaki) znał najwięcej języków. (…)Jeżeli w zdaniu nadrzędnym może wystąpić zaimek taki następuje po nim zaimek jaki. Np.: Wybrała taką melodię, jaką (nie: którą) matka bardzo lubiła.  

Oba zdania przytoczone w pierwszym akapicie są więc poprawne, ale mają nieco inny sens. W pierwszym mowa jest o konkretnym swetrze wiszącym na wystawie (ten sweter, który widziałam), w drugim zaś o modelu swetra sprzedawanym w sklepie (taki sweter, jaki widziałam). Wydaje się, że jest  to proste, ale nie w każdym zdaniu ta zasada działa, bo nie zawsze pary zaimków: ten – który i taki – jaki sobie odpowiadają.

Mirosław Bańko, autor „Słownika wyrazów trudnych i kłopotliwych” pisze tak: „Mieszanie zaimków który i jaki nie zawsze jest naganne i często pozostaje niezauważone”. Przytacza przykłady mistrzów słowa, którzy nie respektują tej reguły. Na przykład Henryk Sienkiewicz zestawiał zaimek taki z zaimkiem który: „Należy on do takich ludzi, którzy serce noszą w ręku i kładą je we wszystko, nawet w rejestra gospodarskie”. A Tadeusz Boy- Żeleński odwrotnie, zaimek który zastąpił zaimkiem jaki: „Nie ma nic ciekawszego dla badań stylistycznych niż porównywanie listów, jakie Sobieski pisał do innych, a listów do niej, do Marysieńki”. Jak widać, pomieszanie tych regularnych par zaimków nie zaszkodziło sensowi przytoczonych zdań.

Nie znaczy to, rzecz jasna, że mamy w tym względzie całkowita dowolność! W „Wielkim słowniku poprawnej polszczyzny” w przykładach ilustrujących użycie hasła jaki podano zdanie: Oczekuje takiej pracy, o jakiej (nie: o której) już wcześniej rozmawiała. Gdyby w zdaniu nadrzędnym stał zaimek tej, to w zdaniu podrzędnym zaimek której byłby zasadny: Oczekuje tej pracy, o której już wcześniej rozmawiała. Gdyby jednak w zdaniu nadrzędnym, nie było żadnego zaimka, to sens zdania nadawałby mu zaimek rozpoczynający zdanie podrzędne: Oczekuje pracy, o której już wcześniej rozmawiała, czyli tej konkretnej. Oczekuje pracy, o jakiej  już wcześniej rozmawiała, tj. charakteryzującej się ustalonymi wcześniej cechami.

Cóż więc radzę w kwestii użycia zaimków względnych jaki i który? Radzę trzymać się reguły zawartej w schemacie: taki – jaki, ten – który. Jeśli jednak sens zdania usprawiedliwiałby odstępstwo, takie jak u Sienkiewicza czy Boya, to szat bym nie rozdzierała.

23.04.2021

Łarpia

Pisownia form gramatycznych nazwy rzeki płynącej w Policach jest nieustabilizowania. Jedni kończą ją w dopełniaczu, celowniku i miejscowniku podwójnym „i”: „Rewitalizacja polickiej Łarpii”, inni jednym „i”: „Wody Łarpi otaczają wyspę”. Kto ma rację?

Pyta o to także pan Tomasz, który pisze: „Tym razem językowa corrida zagościła w Policach, na rzece Łarpii. No właśnie, może jednak na Łarpi? Czy Łarpia odmienia się jak harpia, rupia? Czy tak jak Ania, bania? Jest to polska nazwa rzeki (niem. Larpe), zatem powinna odmieniać się swojsko. Ja jednak wyczuwam w tej nazwie egzotykę, dziwność, więc odmieniam jak harpię: harpiiŁarpii. W mediach pojawią się obie formy: Łarpi i Łarpii. Dobrze byłoby określić, czy forma która dominuje na lokalnych portalach: Łarpi, jest poprawna?”

Pisownia form gramatycznych rzeczowników żeńskich zakończonych w mianowniku na –ia jest dość zagmatwana. Po pierwsze ważne jest, po jakich spółgłoskach zakończenie –ia stoi. Jeśli są to spółgłoski wargowe: p, b, f, w, m, to zapewne mamy do czynienia z wyrazami rodzimymi albo w znacznym stopniu przyswojonymi. W dopełniaczu, celowniku i miejscowniku kończą się one na jedno –i: Słupia – Słupi, głębia – głębi, hrabia – hrabi, skrobia – skrobi, Karwia – Karwi, rękojmia – rękojmi, ziemia – ziemi.

Gdy jednak –ia stoi po tych samych spółgłoskach w wyrazach obcych, to ich formy gramatyczne kończą się na -ii: daktyloskopia – daktyloskopii, Kolumbia – Kolumbii, filozofia – filozofii, szałwia – szałwii, anemia – anemii. Trudne? Raczej tak, gdyż na co dzień nie analizujemy budowy wyrazu ani jego pochodzenia i nie zawsze potrafimy określić, czy jest to wyraz obcy, czy już przyswojony.

Wtedy możemy zastosować kryterium wymowy. Gdy porównamy wymowę dwóch tak samo kończących się wyrazów, na przykład głębia i Kolumbia, to usłyszymy, że w słowie głębia wymawiamy miękkie „b” i samogłoskę „a”, natomiast w słowie Kolumbia między nimi słyszymy jeszcze głoskę „j”: [kolumbja]. Tak też wymawiamy wyrazy obce, których zakończenie –ia stoi po spółgłoskach t, d, r, l, k, g, ch: apatiaapatii, HolandiaHolandii, anomaliaanomalii, demagogiademagogii. We wszystkich zakończeniach słyszymy wymawianiowe „j”.

Co jednak zrobić, gdy wymowa nie jest kryterium rozstrzygającym, a w dodatku nie mamy pewności, jak jakiś wyraz wymawiamy? Wtedy trzeba zajrzeć do słownika. Nie tylko po to, by rozwiać wątpliwości, lecz także po to, by się na pisownię konkretnego wyrazu napatrzeć i „przez oczy” ją zapamiętać.

No tak, ale nazwy Łarpia nie ma w żadnym słowniku! To jak rozstrzygnąć jej pisownię? Spróbujmy tak: Łarpia jest nazwą rodzimą, więc na mocy przytoczonej wyżej reguły jej zakończenie w dopełniaczu, celowniku i miejscowniku ma jedno „i”. Ponadto nazwę Łarpia wymawiamy podobnie jak słowa Słupia, głębia, a nie jak wyrazy daktyloskopia czy fobia z wyraźnym „j” między końcowymi głoskami.

Te dwa kryteria: rodzimości i wymowy można przyjąć za rozstrzygające pisownię form gramatycznych nazwy Łarpia z jednym „i”: Łarpi.

16.04.2021

Co i jak skracamy

„Proszę o wskazanie poprawnej formy skrótu od słowa sztabowy – pisze pani Małgorzata. – Pouczono mnie, że forma sztab. jest niepoprawna. Że prawidłowa to szt., lecz mnie kojarzy się ten skrót ze słowem sztuka”.

Ogólna zasada jest jedna: skrót musi być zrozumiały dla odbiorcy i właściwie przez niego odczytany. Zrozumienie zapewnia kontekst, w którym skracany wyraz występuje.  Sztab. może być skrótem kilku słów notowanych w słowniku: sztaba, sztabka, sztabkowy, sztablatura, sztabowiec, sztabowy, sztabówka. Skrót szt. może być fragmentem kilkudziesięciu tych i innych wyrazów rozpoczynających się od liter szt.

 Skąd wiadomo, który wyraz jest skracany? Wskazuje na to treść tekstu. Jeśli tekst dotyczy realiów wojskowych, a skróty sztab. albo szt. występują przy takich wyrazach, jak na przykład odprawa, mapa, sierżant, chorąży, to – znając te realia – każdy z tych skrótów odczytamy właściwie. Zatem – odpowiadając na pytanie pani Małgorzaty – oba sposoby skracania wyrazu sztabowy są możliwe, a skrót sztab. na pewno nie jest niepoprawny.  Powiem więcej! W Słowniku skrótów Józefa Parucha z 1970 r. i w Wielkim słowniku skrótów i skrótowców Piotra Müldnera-Nieckowskiego od przymiotnika sztabowy jest notowany tylko jeden skrót: sztab., natomiast szt. jest skrótem rzeczownika sztab. Tak więc racja w tym ortograficznym sporze jest jednak po stronie pani Małgorzaty.

Zasady skracania wyrazów są szczegółowo opisane. Stawiamy kropkę po skrócie, jeśli odrzucamy końcową część wyrazu: p. (pan), t. (tom), r. (rok). Jeśli skrót kończy się na tę samą literę, co skracany wyraz, to kropkę opuszczamy: dr (doktor), mgr (magister), mjr (major), wg (według). Reguła dotyczy także form odmiany wyrazu. Jeśli chcemy napisać, że słuchaliśmy wykładu dr. Kuleszy, a doktor Kulesza jest mężczyzną, to kropka jest tu niezbędna. Brak kropki sygnalizuje, że mowa jest o pani dr Kuleszy.

Gdy chcemy skrócić wyrażenie składające się z co najmniej dwóch wyrazów, to najczęściej łączymy pierwsze litery i stawiamy po nich kropkę: śp. (świętej pamięci), ds. (do spraw), jw. (jak wyżej), ww. (wyżej wymieniony). Czasem kropkę opuszczamy: aa (ad acta),  SA (spółka akcyjna), czasem stawiamy po skrócie każdego wyrazu, jeśli drugi człon rozpoczyna się od samogłoski: c.o. (centralne ogrzewanie), m.in. (między innymi). Te i inne zasady znajdziemy nie tylko w słownikach skrótów, lecz także w słownikach ortograficznych. Warto do niech zaglądać!

Ale nie zawsze potrzebne są zasady, by się dobrze porozumieć. Nasza młodzież posługuje się skrótami, które tylko wtajemniczeni są zdolni rozszyfrować. Kropki? Spacje? Po co, skoro odbiorca wie, że ct to ‘co tam?’, zw to ‘zaraz wracam’, spk to ‘spoko’ (w sumie też skrót), kk to szybsze ‘ok’, nw to ‘nie wiem’, omg to angielskie ‘Oh, my God’, a wtf to… (proszę sobie „wyguglać”).  

Nie wiem, czy te skróty są jeszcze używane, gdyż zmieniają się tak szybko jak młodzieżowa mowa. Młodzi z łatwością je odczytują albo tworzą nowe, zrozumiałe tylko dla nich, gdy – pisząc – rozmawiają ze sobą w internecie. Gdy jednak tworzymy teksty staranne, oficjalne, to wszyscy, i młodsi, i starsi, musimy się trzymać ortograficznych reguł.

08.04.2021

Kylian Mbappé

Moi studenci wiedzą, że umiejętność odmiany nazwisk jest dla mnie kwestią szczególnie istotną. Męczę ich wiedzą o zasadach odmiany i dręczę wieloma ćwiczeniami, ale efekty są! Jakiś czas temu dostałam od byłego studenta wiadomość: „Szukam pracy w administracji i gdy ktoś dzwoni do mnie z zaproszeniem na rozmowę i jednocześnie odmienia moje nazwisko, to się okazuje, że miał z Panią zajęcia. Świetna robota, Pani Profesor!”.

Niezwykle miło przeczytać taką opinię, ale prawdziwie świetną robotę wykonali moi studenci. Po pierwsze, dali się przekonać do odmiany nazwisk, choć wielu z nich początkowo twierdziło, że nie trzeba albo że „nie da się”, albo że „teść zakazał”. Po drugie, opanowali trudne i dość skomplikowane reguły gramatyki. Dlatego zawsze sprawiają mi radość takie prośby, jak ta od pana Mateusza:  

„W piłce nożnej popularnym piłkarzem jest obecnie Francuz, Kylian Mbappé, którego nazwisko jest rzadko odmieniane, choć w mojej opinii powinno się to robić. Jak zatem należałoby obchodzić się z nazwiskiem tego zawodnika? Czy w dopełniaczu powiemy, że nie ma Mbappégo, a może trzeba by pozostawić je nieodmienione i po prostu powiedzieć bądź napisać, że nie ma Mbappé?”.

Nazwisko Mbappé zakończone i w wymowie, i w pisowni na samogłoskę –e, odmienia się jak przymiotnik i przybiera takie formy: D. Mbappégo, C. Mbappému, B. Mbappégo, N. Mbappém, Msc. o Mbappém. Jednak norma polszczyzny użytkowej pozwala nie odmieniać tego typu nazwisk pod warunkiem połączenia ich z odmienionym imieniem, tytułem bądź innym wyrazem: lubię Kyliana Mbappé, idę z panem Mbappé, mówię o mistrzu Mbappé itp. Dlatego powszechna praktyka nieodmieniania nazwiska francuskiego piłkarza nie jest naganna.

Przymiotnikową odmianę mają też nazwiska zakończone w wymowie na –e, ale w zapisie na jakąś inną literę. Na przykład nazwisko Rabelais, wymawiane jak [rable], z akcentem na końcowe -e, możemy zostawić w formie podstawowej, jeśli połączymy je z jakimś odmienionym wyrazem. Gdybyśmy jednak chcieli potraktować je wzorcowo, to w tekście pisanym przymiotnikowe końcówki musimy postawić po apostrofie: Rabelais’go [rablego], Rabelais’mu [rablemu], z Rabelais’m [rablem]. Przyznaję, to nie jest łatwe, dlatego nazwiska zakończone na –e odmieniane są niezbyt chętnie.

Podstawową cechą polszczyzny jest możliwość tworzenia różnorodnych form gramatycznych modyfikujących znaczenie wyrazu i wpływających na sens wypowiedzi. Nawet jeśli norma języka pozwala w konkretnych sytuacjach zrezygnować z tych możliwości, to nie musimy się zbyt szybko poddawać. A jeśli pojawią się wątpliwości, to zawsze, tak jak pan Mateusz, można zadać językoznawcom pytanie.

Używamy plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość. Kontynuując korzystanie z naszej strony, zgadzasz się z naszą polityką dotyczącą plików typu cookies.